DZIEŃ 4
W nocy przed świtem przez nasze obozowisko przełazi stado krówek z dzwonkami, spali zapewne tylko mocno znieczuleni.
Dzisiaj mamy ambitny plan do zrealizowania, trasa trudna więc trzeba się wyspać.
Wstajemy i udajemy się w dalszą drogę tym "deptakiem" pełnym turystów. Mijamy ciekawe lasy...
Zatrzymujemy się na dłużej przy wartkim potoku, nieopodal fajny wodospad. Udało się nawet być przy nim samemu przez kilka minut.
Przewalają się kolejne grupy turystów, grupy plecakowe i na lekko. Mija nas pewna grupa z Odessy i śmiejemy się że mają dalej w te góry niż my.
Wdrapujemy się na grzbiet pełen skałek, w oddali szczerzy do nas zęby Uchaty Kamień.
Na grzbiecie jest dużo pewnych owoców przez które wędrówka wydłuża się nieznacznie :)
I ponownie Uchaty Kamień tym razem z widoczną granią Czarnohory...
Za Uchatym Kamieniem magicznie gdzieś znikają wszyscy turyści, tylko jakieś pojedyncze sztuki na horyzoncie. Otwiera się za to widok na Popa Iwana...
Ambitna trasa na dziś prawie wykonana, na nieodległej, dogodnej na biwak polance zrzucamy klamoty. Idę z Bobem pod "Kwadrat" zobaczyć jak wygląda sytuacja z innym miejscem noclegowym. W drodze powrotnej następuje "tajemnicze zaginięcie Boba". Poszukiwania trwają a Bob po prostu postanowił zwiedzić dodatkowo Smotrec.
Przenosimy się z tobołami pod "Kwadrat".
Dla tych co nie są zorientowani nazwa "Kwadrat" wzięła się od resztek podmurówki ze starego polskiego schroniska które kiedyś tu stało.
![]()
Wkrótce dołącza do nas znajoma grupa z Odessy. Rozbijają namioty obok nas. Nasza ekipa jak również większa część z Krymu idzie po południu na lekko na Popa Iwana. Z naszej ekipy ja zostaję przy namiotach. Z Popem mam osobiste porachunki i mam zamiar je wyrównać w dniu następnym.
Reszta wieczoru upływa przyjemnie przy domowych nalewkach, odganianiu meszek i drapaniu pogryzionych nóg i głowy. Eh te lato...
C.D.N.













Odpowiedz z cytatem