DZIEŃ 2
Gdy jest ładna pogoda zazwyczaj wstaję przed świtem, moja ulubiona pora dnia gdy jestem w terenie. Przez około 2 godz, zanim wstanie reszta śpiochów, mam czas tylko dla siebie, aparatu i kubka kawy :)
Budzi się piękny dzień. W końcu Czarnohora w całej okazałości.
Daleko majaczy monumentalna ruina na Popie Iwanie.
W końcu wyruszamy dalej pasmem Kostrzycy.
Na mijanych połoninach spotykamy samotnie pasące się konie i jagodziarzy. Na krzyżówce pod Kostryczem kombinujemy jak iść dalej. Dzisiaj dojdą od nas kolejne dwie osoby więc musimy dojść do punktu spotkania. Decydujemy się iść dalej pasmem Kostrzycy, na mapie trasa wygląda na łatwą...
Szlak którym szliśmy gdzieś ginie, trudno, trzymamy się grzbietu. Tylko idąc grzbietem raz po łące raz lasem ścieżki praktycznie nie występują. Coś mi zaczyna strzykać w kościach że będzie wesoło. Zaczynamy schodzić powoli z grzbietu na stronę Bystreca. Po drodze leniwe krówki w lesie...
Dochodzimy do drogi biegnącej trawersem i odnajdujemy nasz zagubiony szlak. Idziemy tą drogą szukając dogodnego zejścia do Bystreca. Ścieżki schodzące do wsi bocznymi grzbietami zaznaczone na mapie można między bajki włożyć. Mijamy jedno boczne ramię, mijamy drugie...
W końcu wybieramy jeden grzbiet i zaczynamy schodzić po łące. Widoczek na sąsiedni grzbiecik z "Chatką u Kuby":
Grzbiecik z łąką kończy nam się na stromym dzikim lesie. Ładnie. Eksplorujemy okolicę, znajdujemy jakąś niewielką ścieżkę. Schodzimy dalej. Dochodzimy do wyraźnej ścieżki i widzimy budynki. Powinniśmy się cieszyć ale ja już kiedyś przerabiałem podobny temat i jeszcze się nie cieszę. Obawy się sprawdzają. Dochodzimy do grupy domów, pytamy ludzi jak dojść do wsi na dół i nam pokazują "o tam". "O tam" okazuje się wąziutką stromą scieżką schodzącą do głębokiego jaru i dalej do kolejnych domostw i kolejne łąki itd...
Nie wiem czy to my takie gapy i przegapiamy wszystkie ścieżki czy to ci ludzie schodzą do wsi raz na rok. Drugi raz już tak "chaszczuję" do Bystreca. Znajdujemy kolejną ścieżkę idącą w dół która oczywiście się kończy w krzakach ale widać już drogę na dnie doliny i złazimy po stromiźnie przez łąki i ogrodzenia... W końcu stoimy na drodze. Uff. Zniosło nas prawie do wylotu doliny Bystreca, jesteśmy spompowani. No nic, idziemy w głąb doliny, dochodzimy do sklepu marząc o piwie. Odbijamy się od zamkniętych drzwi. "Dziś sklep nieczynny, sianokosy". Nieeeeeeee. Z rozpaczy wypijamy butelkę nalewki. Wiele godzin już w nogach a tu jeszcze z 1,5h marszu przed nami. Nalewka troszeczkę poprawia humor. Idziemy dalej. Po 9h marszu dochodzimy do "Chaty u Kuby" gdzie mamy się spotkać ze znajomymi. Do zmierzchu została jeszcze niecała godzina. Ludzi u Kuby cała masa, praktycznie sami polacy. Nie jestem fanem schronisk ale chciałem zobaczyć tą pięknie położoną chatę.
Tuż przed zmierzchem docierają do nas Alex i Ewa. Alex przynosi piwo :)
Dalej będziemy wędrować w piątkę...
C.D.N.













Odpowiedz z cytatem