DZIEŃ 3
Budzę się o świcie i cichutko na paluszkach schodzę na dół przed chatę. Kolejny dzień pięknej pogody i piękne poranne widoki.
Wkrótce wstaje reszta nocujących, kolejka po wrzątek, śniadanko, szybkie plany na dziś. Miejscowi huculi zbierają się przed chatą na sianokosy.
Opuszczamy chatę, ostatni rzut okiem na prysznic z pięknym widokiem i sam dom.
Obieramy kierunek Dzembronia, marzy nam się SKLEP. Widok na przełęcz nad Dzembronią i poprzednią chatę Kuby.
Schodząc do wsi tracimy dużo wyskości ale pragnienie jest silniejsze. Jest gorąco, jak dla mnie zdecydowanie za gorąco.
Pod sklepem robimy dłuższy piknik, przed nami przewalają się kolejne grupy turystów. Pada postanowienie pobicia rekordu szybkości przejścia Czarnohory. Opuszczamy sklep i wdrapujemy się pod górę jakimś nieoznaczonym grzbietem. Trochę mam wątpliwości pamiętając przygody dnia poprzedniego ale kiedy spotykamy schodzących turystów upewniamy się że droga jest ok.
Po 2 godzinach dochodzimy do wody i ładnej polanki. Czas na biwak coby za szybko Czarnohory nie przebiec. Wszystko byłoby fajnie gdyby nie to że na polance stoi już z 10 namiotów. Szukamy innej miejscówki. Co chwilę mijamy turystów, ruch jak na Tarnicę. Niedaleko znajdujemy trochę brzydsze miejsce ale przynajmniej bez tłoku.
Najpierw przylazły wszędobylskie konie. Wszędzie musiały wsadzić łby i wszystkiego spróbować. Później przyszły krowy z dzwonkami dla których najlepsza trawa rosła obok namiotów. W końcu się uspokoiło, zapada zmierzch, płonie ognisko i ubywają zapasy domowych nalewek z plecaków...
C.D.N.












Odpowiedz z cytatem
Zakładki