DZIEŃ 6
Poranek jest ładny. Z czasem niebo zasłaniają różniaste chmurki i można odpocząć od słońca.
Wyjście z kotła gdzie spaliśmy w rzeczywistości nie było takie strome jak się wydawało. Ponownie jesteśmy na grani.
Czasami po drodze uda się strzelić krótką drzemkę...
Innym razem spotkać pasterzy...
I tak sobie pokonujemy kolejne kilometry...
Im bliżej Howerli tym więcej chmur i pogoda coraz mniej mi się podoba.
Pod Howerlą ja się wyłamuję z ekipy i postanawiam obejść górę trawersem, mam alergię na górki typu "Tarnica". Staję w miejscu z dobrym widokiem na zejście z Howerli. Szacuję że poczekam na resztę ok 1 godz. Wcinam borówki/jagody (*niepotrzebne skreślić), witam turystów i ...obserwuję zmieniającą się pogodę. Howerla dostała czapeczkę z chmury, gdzieś daleko jakieś pomruki, chmurki gęstnieją. Mijają mnie kolejni turyści i ostro dają na Howerlę, czapki z głów. Już widzę że nie ominie nas nieuniknione, kilka kilometrów dalej piękna ściana deszczu i pomruki. Przez chwilę naszła mnie myśl żeby rozbić namiot, w sumie fajne miejsce.
Na zejściu z Howerli dostrzegam już znajome sylwetki. Ale to jeszcze ze 20 min zanim się spotkamy. Ubieram się przeciwdeszczowo i czekam. Najpierw zaczęło padać, później się spotkaliśmy, później spadł grad a schodząc niżej dopadła nas ulewna burza. Ścieżka zamienia się w rzekę i te wrażenie kiedy piorun walnie gdzieś bardzo blisko...
Dochodzimy do przełęczy Peremyczka. Trochę się zmieniło od ostatniego razu. Do drewnianego domku niegdyś dla turystów dobudowali werandę, ale w samym domku urzędują strażnicy parkowi. Chowamy się pod werandę chociaż niewiele to daje bo przecieka jak sito. Mistrzowska robota budowlana. Po rozmowie ze strażnikami dowiadujemy się że można przekimać w "schronisku". Opierałem się jak mogłem ale poległem w demokratycznym głosowaniu![]()
Uiściliśmy opłatę 15 hr niby za pobyt na terenie parku i 20 hr za nocleg w "schronisku". "Schronisko" to nowy budynek dwukondygnacyjny. Na dole jest puste pomieszczenie z kilkoma ławami i różne ekspozycje przedstawiające jak to dzielny Oleksa Dovbush (tamtejszy Janosik) bohatersko walczył z "polish landlords". W jednym rogu malowniczo tworzy się kałuża, coś widocznie poszło nie tak przy budowie dachu. Na górze są miejsca sypialne w formie boksów i 2 ławy. Pomysł jest całkiem ciekawy gdyby nie to że "łóżko" ma ok 180 cm. Niewiele wolnych miejsc już zostało. Udaje się nam kupić od strażników parkowych 5 litrowych piw za jedyne 30 hr/szt. Czego się nie robi z pragnienia. Za oknem leje, ciągle się przewala jakaś nowa burza. Świeczki na stole dla atmosfery, żarcie, piwko, porozwieszane mokre łachy, w końcu kładziemy się spać. Ostatnia burza budzi mnie tam ok 3.00...
C.D.N.










Odpowiedz z cytatem