DZIEŃ 8
Poranek był słoneczny ale tylko ja zdążyłem to zobaczyć
Później z doliny przylazła chmura i zrobiło się mgliście.
Podczas zbierania gratów przypętał się do nas jakiś filanc i wyciągnął kolejną "opłatę parkową". Idziemy dalej w kierunku Kwasów. Wkrótce chmury się powoli rozwiewają.
Droga wije się schodząc coraz niżej. Miajmy wypasy krówek i owieczek. Często mamy ładny widok na dolinę Czarnej Cisy i Świdowiec.
Tradycyjne narzędzia w dalszym ciągu mają się tu dobrze. Spore łąki wykaszane są kosami.
Pojawia się pierwsza zabudowa.
![]()
Dochodzimy do opuszczonych ruin niedokończonej budowli górującej nad doliną.
W końcu dochodzimy do pierwszego sklepu, łyk piwa w takich warunkach to niezapomniane przeżycie.
Idziemy w kierunku Kwasów, wstępujemy na stację kolejową i pytamy o bilety, prądu niet i pani karze nam przyjść za 2-3 godziny.
Spoczywamy w barze, jemy coś na ciepło i wracamy pod stację.
Suszymy mokre namioty, jemy arbuza, pijemy goriłkę. Ponownie pytamy o bilety do Lwowa. Pani mówi że nie ma, ale mogą jeszcze być więc należy pytać. W końcu udaje nam się zdobyć bilety. Pociąg mamy ok 1.30 a żeby aż tyle nie czekać na stacji wsiadamy wcześniej po 23.00 i jedziemy najpierw do Rachowa żeby potem jechać z powrotem w kierunku Lwowa. Zawsze można się położyć wcześniej na łóżku.
Wyjazd udany ale klasycznie za największą wadę uważam porę letnią. Dużo turystów, masa owadów i tradycyjne letnie nieprzejrzyste powietrze.
KONIEC









Odpowiedz z cytatem