Ponizej przeleczy odsłaniaja sie super widoki, siegajac az po Czarnohore i rumunskie pasma. Wypijamy sobie winko na bezimiennym szczycie z ktorego widac serpentyny, nasza wioske Foszki gdzie zmierzamy i wogole bezmiar gor z ktorych wiekszosc nie umiem zidentyfikowac. Łąki sa wyjatkowo bogate we wszelakie zioła, pachną przefajnie i szumia całe ich łany na wietrze

















Widac tez tu i owdzie poreby. Z drzew sa ogolocone cale gory, bardzo smutno to wyglada..



Jest tez na trasie wysokogorski kibelek!



Przed wioska robimy myciopranie w potoku o kamieniach w dziwne desenie





Mijamy tez uwieziona owieczke. Wyglada na to ze wsadzila łeb tam z lewej strony i szla w prawo żrac trawe. Z prawej czesci plotu dechy sa blizej siebie i nie mogła wyciagnac glowy. Nie wpadla jednak na to aby przesunac sie w lewo tylko beczala żalosnie. Poczatkowo chcemy isc uwolnic owieczke. Tylko ze po drodze mamy do sforsowania dwa płoty z ktorych jeden z drutem kolczastym. Drut ten moze sugerowac ze gospodarz jest malo goscinny i nie chce zeby mu wlazic do zagrody. Po za tym jak ktos przyjdzie w momencie jak trzymamy owce pod pachą w jego zagrodzie ,to raczej nie bedzie mial watpliwosci ze turysci zamarzyli o pysznej kolacji i moze nie byc miły.. No i moze w zagrodzie byc pies... Nie ma nikogo miejscowego aby mu pokazac owce... Ostatecznie owcy nie uwolnilismy i caly czas troche dreczy mnie ze zle postapilismy



Gorna czesc wsi Foszki rozłozyla sie na malowniczych wzgorzach, pocietych wąwozami polnych drog.