Suniemy dalej, slonce sie juz calkiem chowa za gory..





Wzgorza sa cudne ale ciagle chałupy i chalupy. Stawiamy namiot na jednym ze szczytow przy jakims opuszczonym gospodarstwie. Tzn poszlismy zapytac gospodarzy czy im nie bedzie przeszkadzal namiocik ale nikt do nas nie wyszedl. Tylko ciemne, porozbijane okna zionely pustka i osamotnieniem miłego domku z drewnianym balkonikiem..



Gdy rozkladamy namiot to tak wieje ze musze go trzymac za ogon zeby nie uciekl.



Pojawiaja sie na okolicznych gorach swiecace punkciki domow. Sporo z nich nie wyglada na elektryczne swiatlo. Jest jakies takie bardziej pomaranczowe i pełgajace. I dziwnie sie zapala. Bo na poczatku jest ostry rozbłysk a potem mocno przygasa...

Rano wstajemy wczesniej niz zwykle tak nam slonce przysmazylo w namiot.



Polami, pagorkami schodzimy do wsi Serhii.







Po drodze lokalna autostrada- dwujezdniowa, z pasem zieleni na srodku.



W Serhach chybotliwy podwieszany mostek



A zaraz za mostkiem sklep. Przysiada sie do nas Jura (czy kazdy facet pod sklepem ma na imie Jura?? )



Opowiada nam rozne swoje historie, z ktorych wiekszosc kręci sie wokol tematu pieniedzy. Wspomina jak jezdzil do pracy do Moskwy, kilkakrotnie wspomina o zmarłej siostrze, na ktorej pogrzeb nie pojechal bo nie mial kasy. Opowiada tez o swoim wojsku. Sluzyl w lwowskiej obłasti w Jaworowie. Byl pogranicznikiem na granicy z Polska. Jak zlapal kogos na zielonej granicy a akurat byl sam albo z dobrym kumplem, to zawsze bral w łape i puszczal. "Ja na tym skorzystam bo co w kieszeni to moje i mojej rodziny. A rodzina dla mnie jest najwazniejsza. A tamten tez sie cieszyl ze poszedl gdzie chcial. Wszyscy zadowoleni".
Mowi tez ze po wczorajszym swięcie czuje sie nieszczegolnie i czy bysmy mu piwka nie postawili. Trudno odmowic tak zacnej prosbie w upalny dzien. Czestujemy go tez rybka suszona ale Jura chyba milosnikiem ryb nie jest
Druga jego siostra mieszka we Włoszech. Kiedys przyslala mu dwie skrzynki z winem. Jedno wino wypil i skrzynke - buch do pieca. Z druga planowal zrobic to samo ale siostra w miedzyczasie zadzwonila i zapytala czy znalazl te 100 euro ukryte w skrzynce... Uffff! W tej skrzynce ktorej jeszcze nie spalil ...
Pani sklepowa jest bardzo sympatyczna. Od razu postanawia sie nami zaopiekowac, doradzic co zwiedzic w okolicy. Probuje tez przepedzic Jure ,myslac ze nam przeszkadza w odpoczynku. Wypytuje tez o nasza trase i sklada deklaracje wielkiej sympatii do Polski i Polakow (tylko nie wiem czemu bylo tam cos o Bratysławie

Suniemy dalej pylista szosa na ktorej jest dosc spory ruch. Mijaja nas wyladowane gruzawiki i marszrutki.



Po drodze jest tez ogromna szkola i muzeum jakiegos lokalnego gieroja.

Nie zatrzymujemy sie przy nastepnym sklepie. Droga daleka, musimy isc. Ale 100 metrow dalej znow sklep. Pokusa zbyt wielka. Zwlaszcza ze to bardzo klimatyczny sklep przy drzewnym kombinacie. Tu zagaduje nas kierowca białego busa. Nie wiem jak mial na imie ale pewnie Jura Przyjechal wymienic lub naprawic jakas czesc z silnika, ktora cala popękala. Jakis pracownik tartaku przynosi mu identyczna czesc. Ostatecznie transkakcja nie dochodzi do skutku, cos sie nie dogadali jesli chodzi o cene. Gosc opowiada ze pol Serhow pracuje w Moskwie. Wiekszosc facetow jedzie tam na miesiac i na miesiac wraca do domu. I znow na miesiac wyjezdza. Takie rozerwane zycie miedzy karpacka wsia a odleglym wielkim miastem miedzy ktorymi jest dwie noce i jeden dzien drogi. Pojedziesz, zarobisz i kupisz trzy krowy. W malo ktorej pracy masz w roku 6 miesiecy urlopu. I spedzasz go z rodzina, z kumplami, jak chcesz.. Zanim los znow cie nie wezwie w dalekie strony.. Niektorzy zostaja tam na stale, zenia sie i zaczynaja wstydzic ze pochodza z małej gorskiej wioski. Ale w Serhach na szczescie jest takich niewielu.

Rozmowa tez schodzi na rozne sposoby leczenia chorob. Zadziwiajaca jest historia o powodzeniu w leczeniu raka kapusta kiszona! Pozniej sie okazalo ze w beczce z kapusta utonela zmija! Zadziwiajaca nie jest sama historia co jej zbieznosc z tym co opowiadal nam trzy lata temu Petro znad Białego Czeremosza! Dokladnie to samo o zmijach!

Po koszulkach widac ze chlopaki lubia zwierzeta