Idziemy boczna droga. Dziadek na zakrecie mowi ze dobrze idziemy na Wipczyne. Z mapa sie to kompletnie nie zgadza. Ale nic dziwnego, ten fragment jest wlasnie na styku dwoch map i wlasnie odkrylam ze chyba centymetra mapy brakuje.

Zatrzymujemy sie nad potokiem o pieknych buniorach i tu zjadamy arbuza. No bo po co go wnosic w plecaku na gore? Lepiej wniesc go w brzuchu!





W dolinie jest tez mineralne zrodlo.





Z rozmachem nabieramy wody i wlewamy sobie do pyskow... Efekt jest taki:





Woda smakuje jak przesycony roztwor soli kuchennej z mocnym akcentem siarkowodoru. Toperz sugeruje ze zrodelko moze sluzyc dla mnichow ktorzy chca sie zmumifikowac za zycia. Ponoc gdzies w Tybecie pija takie pyszne wody, jeszcze z dodatkiem arszeniku. Za zycia sie ladnie zasuszaja na wiórek i potem zaden robal sie tego nie ima.
My nie mamy takowych planow wiec idziemy dalej.

Mijamy samotny opuszczony dom w dzikiej zarosnietej dolinie.



Ten sam dom widziany z gory



Po ostrym podejsciu wylazimy na łake. Chyba jeszcze nigdy nie widzialam tak ukwieconej łaki! A juz napewno nie w drugiej polowie sierpnia!

















Okolice obfituje tez w ostowate rosliny- chyba to są dziewięćsiły? Choc zawsze mi sie wydawalo ze one powinny byc pelzajace po ziemi a niektore osobniki maja calkiem wysokie łodygi! Jest ich tu istne zatrzesienie, porastaja cale wzgorza i maja bardzo dorodne kwiaty i w duzej ilosci.










Na grzbiecie jest wioska. Juz powinnismy "wejsc na mape" a tu wciaz sie nic nie zgadza. Idziemy wiec przed siebie, troche na oslep. Nie wiem co to za wies, co to za szczyty wokol. Droga sie wije- juz chyba nawet nie wiemy skad przyszlismy









Platanina odnóg sciezek a chałupy i stogi wszedzie do siebie podobne! Wszedzie ludzie z kosami, bacowki i przerozny inwentarz. I piekne gory ktore zamykaja horyznt. Czy to wazne jak sie nazywaja? Czy nasza cywilizacja nie czyni nas zbytnio niewolnikami nazw, punktow, odcinkow? Niewolnikami uporzadkowania i usystematyzowania? Czy to grzbiet A czy B, czy to wciaz Serhii czy moze juz Rypen albo Wipczyna? Czy to istotne jak to nazwac? Nazwa nie zmieni zapachu siana, łuny zachodzacego slonca, dzwieku swierszczy ani usmiechu mijanej babuszki. Wszedzie niebo jest tak samo niebieskie i krowa muczy w ten sam ton. Czy wlasnie nie po to przyjechalismy tu a nie w inne czesci gor, upstrzone juz tysiacem znakow, tabliczek i szlakowskazow? czy nie wlasnie dla tej chwili, tej krotkiej chwili, przyjechalismy tu, w platanine bukowinskich sciezek na bezimiennych szczytach? Dla tej chwili by moc z czystym sumieniem powiedziec "nie wiem gdzie jestem, nie wiem gdzie ide, nie wiem jakie gory widze przed soba". By isc po prostu przed siebie, sciezka znaczona w trawie przez wygnieciony slad nieznanego wozu.

Na kolejnym grzbiecie czar pryska.. Kolejna gęsto olesiona gorka jest tak charakterystyczna ze jej niesposob pomylic. Borhenija sie nazywa. I nawet na mapie ja mamy. Juz wiemy gdzie jestesmy.