Zostajemy tu na nocleg, z widokiem na dwie strony, na dwie doliny i szczyty po horyzont.
Podloze jest mocno muldowate. Kilkakrotnie przesuwamy namiot zeby nie miec pod krzyzem wybrzuszenia wielkosci pilki do kopania. Najlepiej zeby sprawdzic czy jest rowno, trzeba polozyc namiot i sie po nim przeturlac!
Grupa ludzi nieopodal zbiera siano na gruzawika. Niesawite ze ukladaja na niego takie ilosci siana a ono nie spada!
Inne gruzawiku wracaja z drewnem z lasu.
Takie same gruzawiki jak stoja w muzeum w Bobrce i dziwia oczy polskiej mlodziezy szkolnej... Tam jako wydmuszka i wspomnienie minionych czasow. Tu jako narzedzie pracy i element zycia. Ciesze sie niezmiernie ze moge byc tu...
Pogoda jakby sie psula. Znikaja we mgle kolejne gorskie pasma. Chmury wiruja po niebie tworzac niesamowite ksztalty jakby grzyby albo swietliste szczeliny.
Ciekawe jaka jutro bedzie pogoda.. Jesli zbudzi nas deszcz to schodzimy chyba do Putyły.. Mam ogromna nadzieje ze los pozwoli nam jeszcze te dwa dni powedrowac w sloncu..
Na namiot rzucaja sie cale stada latajacych mrowek. Nie wiem czy one sie pozeraja czy moze dobieraja w pary? Caly tropik sie rusza i macha skrzydelkami... Mam nadzieje ze nie naleza nam do srodka...
![]()


Odpowiedz z cytatem