Jesteśmy głodni, a nawet bardzo głodni. Wojtek dzwoni do pani Bożenki z zapytaniem, czy ma coś do jedzenia? Odebrał jej mąż i odpowiedział, że bar jest czynny. Jedziemy więc do Pani Bożenki. Najpierw stokówką do góry, aż na ulubioną przełęcz Wojtka. Tam skręcamy w prawo i śmigały w dół. W miejscu, gdzie ścieżka odbija do góry, do chatki wspominam Wojtka Legionowo. Z nim byłem w chatce ostatni raz. Czy ktoś wie co się z nim dzieje??? Kiedy droga się skończyła skręciliśmy w prawo. Przemknęliśmy drogą o nowej nawierzchni i stare brody aż do celu naszej podróży. Minęliśmy pole biwakowe i Wojtek zatrzymał rydwan przy barze. Tam zjedliśmy pyszne specjalności zakładu i popiliśmy tym, czym tam wypada popić strawę. Najedzeni, ale nie obżarci podjeżdżamy na pole biwakowe. Tam już na nas czekali Joanna i długi. Tego dnia obchodzili Okrągłą 37 Rocznicę Ślubu i założenia Podstawowej Komórki Społeczeństwa. Tak, tak. W tamtych czasach zakładało się komórki…, niektórzy też mieszkali w komórkach. Młodzi forowicze może tego nie wiedzą, ale tak było. Dostojni Jubilaci prawie wszystkie rocznice obchodzą w tym miejscu. Kiedyś w namiocie, teraz w niewiadowskiej przyczepie. Cóż lata lecą. Pomimo upływu lat Jubilaci ciągle wyglądają młodo. Chyba to miejsce tak działa. Prądy jakieś, czy inne promieniowanie? Tak, czy inaczej powitanie było naprawdę radosne. Długi natychmiast nastawił wodę na kawę. Następnie bardzo wprawnie (długi chyba wszystko potrafi) pokroił jubileuszowy tort, jak zwykle z ptaszkami. Podczas spożywania tortu Joanna z dumą opowiadała o pracy ich syna na dworze królewskim w Anglii. Poznaliśmy kilka ploteczek prosto z Buckingham Palace. Po jakimś czasie długi przyniósł na stół oryginalny pudding z dworu królewskiego. Napiszę tak: pudding był paskudnie słodki i niedobry. Renatka powiedziała, ze trochę w smaku przypominał pierniki, ale zachwycona smakiem nie była. Nawet chyba przeciwnie. Coby jednak nie powiedzieć dziękuję Wam Przyjaciele, że mogłem w tak pięknym miejscu skosztować królewskiego żarcia. Odrobina Wielkiego Świata w Bieszczadzie. Potem przyjechał Barnaba z Anią i zaraz przytuptała do nas Pani Bożenka z przepięknym storczykiem. Czas mijał szybko, stanowczo za szybko. Przyszła pora na rozstanie. Wojtek zabrał nas do Zygmunta, gdzie stał nasz karawan. Znowu po ciemku wróciliśmy do Zawozu…


Odpowiedz z cytatem