Pokaż wyniki od 1 do 10 z 121

Wątek: Jak postrzegam te góry i ludzi, po nich chodzących i w nich mieszkających...

Widok wątkowy

  1. #7
    Szkutawy
    Guest

    Domyślnie Odp: Jak postrzegam te góry i ludzi, po nich chodzących i w nich mieszkających...

    Dziękuję za dobre słowo i otuchę. Z tym muzykiem to przesada...lepiej pasuje grajek, albo muzykant, Godzinę temu wróciłem z czterodniowego wyjazdu w Pieniny i kiedy się zorientowałem, że cała moja rodzinka smacznie śpi to postanowiłem napisać kilka zdań.

    Wszyscy przedstawiciele płci brzydkiej tej wyprawy byli już zaprawieni w boju ze względu na bliskość Karkonoszy, gdzie dość często odbywaliśmy zimowe wędrówki po wszystkich szlakach tych gór, a zwieńczeniem większości była impreza i nocleg w Odrodzeniu, w pomieszczeniu gospodarczym obok kotłowni na stosie materacy.Pamiętam jak kiedyś z innym towarzyszem wypraw górskich Koszlem wybraliśmy się zimą ze Szklarskiej na Szrenicę. Pogoda fajna,więc stwierdziliśmy, że pójdziemy dalej i w jakieś sześć godzin uwiniemy się do Odrodzenia,. Zaczął padać śnieg i trochę wiać, ale tragedii nie było. Ludzi zero i trochę się dziwiliśmy, że WOPu ani śladu. Przed nami przed Halą Pod Łabskim Szczytem minęliśmy mówiąc cześć, dziewczynę i chłopaka wędrujących dość wolnym krokiem. Zaczęło bardziej padać i wiać. Oglądając się za siebie stwierdziliśmy, że para utrzymuje od nas w miarę równy dystans, czyli przyspieszyli, co oznaczało po załamaniu się pogody pod Łabskim, albo poczuli się nieswojo, albo trochę się pogubili. Postanowiliśmy na nich poczekać. Nerwowo spoglądaliśmy na zegarki i już mieliśmy realną obawę, że do zmierzchu to Odrodzenia raczej nie zobaczymy. Naradziliśmy się i postanowiliśmy nie schodzić do schroniska pod Łabskim tylko iść dalej. Parka do nas doszła. Wymieniliśmy parę zdań i dziewczyna przyznała, że nie bardzo wiedzą gdzie są. Chcieli iść ze Szrenicy do schroniska pod Łabskim. Powiedzieliśmy, że mogą, ale idą na około. Okazało się, że chcieli iść tym krótszym szlakiem. No cóż, nie wyszło,ale i tak bywa. Dziewczyna postanowiła,że idą z nami i nie ważne jak to schronisko się nazywa. Widać przestała wierzyć w zmysł orientacji swojego chłopaka, ale nie wiedzieć dlaczego zaufała nam. Może dlatego, że na razie wiedzieliśmy gdzie jesteśmy.Ruszyliśmy dalej wymieniając się z Koszlem z przodu, za nami dziewczyna i kończył orszak chłopak. Zaczęło się robić nie ciekawie, szliśmy coraz wolniej zapadając się w śniegu, a wiało niemiłosiernie, byliśmy spoceni, ale twarz była śniegiem siekana niczym lodem. Widoczność spadała bardzo szybko i musieliśmy się gimnastykować, żeby ujrzeć kolejną tyczkę. Raz były, a raz nie. Może to my kluczyliśmy, ale celowo nawet szliśmy wolniej, bo wiedzieliśmy, że wkraczamy, albo już jesteśmy na dosyć niesprzyjającym terenie zimą, a na dodatek prawie nic nie widać przez tą zadymkę. Idzie oczywiście o następną tyczkę. Nic nie widać. Przemknęło mi przez głowę, czy jeszcze idziemy dobrze, aż tu nagle niczym widmo ukazuje się budynek. To przekaźnik TV, a więc idziemy dobrze, ale nie za dobrze, bo przed nami jeszcze ŚnieżneKotły i Wielki Szyszak. Najważniejsze, by przy tym braku widoczności nie zboczyć ze szlaku. Wielki Kocioł to chyba jakieś sto pięćdziesiąt metrów w dół, a na Szyszaku też jest trochę stromo, ale jakoś powoli daliśmy radę. Za Szyszakiem pogoda zaczęła się na szczęście poprawiać, a gdy przeszliśmy Czarną Przełęcz było całkiem pogodnie, lecz godzina była późna i zaczynało się ściemniać. Byliśmy tego dnia w czepku urodzeni, bo gdy słońce zaszło nastała pogodna i nie tak ciemna noc, a raczej wieczór. Powoli i do przodu, ale bez silnego wiatru i z widocznością lepszą jak w dzień dotarliśmy do Odrodzenia, a dziewczyna gdy zdejmowała plecak w schronisku powiedziała, że już nigdy nie pojedzie w góry zimą. Ciekawe, czy tak było... a może właśnie wtedy połknęła bakcyla? Muszę przyznać, że i my mieliśmy lekkiego pietra. Nie wiem nawet, czy w tej zadymie nie większego, bo jak się okazało oni byli pierwszy raz w Karkonoszach i pewnie traktowali je jako nie za wysokie, dobrze oznaczone i w miarę cywilizowane góry. Powróćmy jednak do tematu Bieszczadów.Wieczorem przed wyjazdem wyciągnąłem swój stary plecak w kolorze khaki o dizajnie rodem z okresu wojny światowej w którym szmuglowano szpek do miasta. Wrzuciłem skarpetki, szczoteczkę do zębów, sweter, majtki i koszulkę. Potem skrzętnie zwinąłem watolinowy śpiwór, by zmieścił się w plecaku, włożyłem gitarę do pokrowca i z całym tym ekwipunkiem udałem się na dworzec PKP gdzie w nocy wyruszaliśmy pociągiem do Krakowa.

    W pociągu panował tłok i dokąd by on nie jechał prawie nie możliwe było znaleźć miejsce siedzące. Korytarze wagonów też były zatłoczone. Tylko w lokalnych liniach panował luz. Zajęliśmy sobie przejście między wagonami i tak dojechaliśmy do Krakowa .Pamiętam, że po przyjeździe powłóczyliśmy się po tym mieście,coś zjedliśmy i w godzinach wieczornych zajęliśmy sobie miejsce we wcześniej podstawionym piętrusie, który miał nas dowieźć do Przemyśla. To było już miasto całkiem nieznane dla nas, więc nie omieszkaliśmy w godzinach rannych pozwiedzać okolice dworca. Skrzypu, który folklor wyłapywał w mig, zwrócił nam uwagę na ludzi, a konkretniej mężczyzn. Każdy z jakąś staromodną teczką i w czapce. Czapka to był chyba główny atrybut faceta powyżej trzydziestki, a przypominała te, które można było oglądać w filmach o okupacji niemieckiej, kiedy to dzielni członkowie konspiracji przemycali w wózku dziecięcym radiostację, czy ulotki.Szybko zwrócił nam uwagę na pozostałe różnice między tym rejonem Polski, a tym z którego przyjechaliśmy. Proszę mi wierzyć różnica była i nie idzie tu o to, czy gorzej, czy lepiej. Było inaczej i widać to było w dużym mieście. Obecnie to w miastach praktycznie nie ma bez mała żadnych różnic, ale widać je jeszcze na wsiach, choć duży wpływ na inność ma rodzaj zabudowy i zwyczaje ludzi. Zrozumieliśmy, że jedziemy w miejsce bardzo odmienne od tego w którym żyliśmy na co dzień. Później, kiedy pociągiem z Przemyśla do Ustrzyk Dolnych po szerokich torach przekroczyliśmy granicę naszego kraju i wjechaliśmy do sojuszniczego mocarstwa, którym był ZSRR coraz bardziej byliśmy zafascynowani tym folklorem. Nie idzie tu o kobitki w spódnicach i chustach w kwiaty, ale o odmienność i inność od miejsca gdzie mieszkaliśmy. Z tą granicą to było tak, że nawet dokładnie nie zauważyliśmy kiedy ją przekroczyliśmy. Chyba jeszcze w Polsce wskoczyli na stopnie pociągu w ciemnych okularach umundurowani rosjanie. Trochę się zdziwiłem po co te okulary, ale za chwilę było jasne. Były po to, żeby ochronić oczy przed podmuchem jadącego pociągu, bo podróżowali, a raczej zabezpieczali cały skład na zewnątrz wagonu. Nie wolno było się wychylać przez okno, ani tym bardziej fotografować. Widoczność i tak była słaba,bo wzdłuż torów rósł żywopłot mający chyba szpiegom uniemożliwić zdobycie jakichkolwiek informacji. Tylko czasami przez moment w przerwach między krzaczyskami ukazywał się krajobraz. Grzecznie jechaliśmy, a to chyba dlatego, że to był pierwszy raz.Z czasem gdy tych wyjazdów było więcej to i my na więcej sobie pozwalaliśmy. Kiedyś Ridol otworzył okno i się mocno zaczął wychylać tak żeby go zauważyli. Na efekty nie trzeba było długo czekać. Do przedziału wpadł zaraz jakiś kamandir z asystą i coś zaczął do nas sapać. Na to Ridol, że to nie my, że to w sąsiednim przedziale i na pewno fotografowali. Kamandir chyba się zorientował, że ktoś tu z niego robi wała, zmierzył nas wściekłym wzrokiem i coś zaklął w stylu „jub twaja mać”.Zasada była prosta – jeden przejazd – jedno ciągnięcie łacha. Drugie mogłoby już mieć jakieś swoje konsekwencje. Jak powtórnie wjechaliśmy do Polski, jakoś nie mogę sobie przypomnieć, ale szczęśliwie, bo prosto z dworca PKP udaliśmy się na PKS w Ustrzykach Dolnych.
    Ostatnio edytowane przez Szkutawy ; 15-09-2013 o 01:56

Informacje o wątku

Użytkownicy przeglądający ten wątek

Aktualnie 1 użytkownik(ów) przegląda ten wątek. (0 zarejestrowany(ch) oraz 1 gości)

Podobne wątki

  1. Stanisław Kłos - Krajobrazy nieistniejących wsi
    Przez Misieg w dziale Bibliografia Bieszczadów
    Odpowiedzi: 6
    Ostatni post / autor: 22-03-2011, 21:06
  2. Zwierzęta i co po nich zostaje
    Przez Barnaba w dziale Fauna i flora Bieszczadów
    Odpowiedzi: 33
    Ostatni post / autor: 24-03-2008, 19:04
  3. Rada dla szukających chatek...
    Przez Jabol w dziale Oftopik
    Odpowiedzi: 4
    Ostatni post / autor: 18-07-2005, 23:19
  4. do wszystkich czatujących...
    Przez KASZKA w dziale Bieszczady praktycznie
    Odpowiedzi: 1
    Ostatni post / autor: 06-10-2003, 17:10
  5. wierszyk dla wyjeżdżających w góry
    Przez Szaszka w dziale Bieszczady praktycznie
    Odpowiedzi: 14
    Ostatni post / autor: 19-06-2002, 21:58

Uprawnienia umieszczania postów

  • Nie możesz zakładać nowych tematów
  • Nie możesz pisać wiadomości
  • Nie możesz dodawać załączników
  • Nie możesz edytować swoich postów
  •