Było już po południu. Patrzymy, a tu turystów nie tak mało. Jeden autobus gdzieś jedzie – zawalony ludźmi, a więc sprawdzamy o której nasz do Ustrzyk Górnych. Ustawiamy się grzecznie, a tu widać, że czeka już na niego około dwudziestu osobników. W czasie oczekiwania jeszcze dobiło sporo. Kiedy podjechał to wystarczyło stanąć w środku tłumu i ludzie człowieka sami wnieśli do autobusu. Pan kierowca to był Pan pełną gębą. Coś tam żartował, coś tam pokrzykiwał, żeby włazić i się upychać. Było widać, że on tu rządzi. Patrzę, a on raz sprzedaje i dziurkuje tym swoim urządzeniem bilet, a raz nie sprzedaje. Pyta tylko dokąd. Skrzypu wszedł, Baśka też. Po chwili widzę Odysa na stopniach. Miejsca mało, ale wszedł Ridol, jakiś grubas ( z całym szacunkiem dla osób okrągłych, ale nie chamskich) się wepchał, ja na dobitkę i na schodach stanął jakiś. kumpel Pana – pana kierowcy. Pan krzyknął – Wiesiek zamykaj drzwi i ruszamy. Mówię Panu, żeby bilet do Górnych sprzedał, a ten wziął pieniądze i mówi, że kontroli nie będzie, a jak by co to szybko mi da. Ciekawe jak by dał te bilety czwartej części pasażerów.... Ten Wiesiek coś mu tam przy biletach pomagał. Może to był konduktor... Tak to sobie chłopaki dorabiali. Teraz to by pewnie się nie odważył. Zaraz by go w jakiejś gazecie opisali, a może nawet w TVNie pokazali, albo innym „dlaczego ja”. Jedną ręką oparłem się o przednią szybę, bo spocony grubas brzuchem na plecy napierał, a drugą chwyciłem tej poręczy przed. pierwszym rzędem siedzeń, co by na Wieśka nie polecieć. Gdyby to była jakaś ładna dziewczyna to jeszcze człowiek by się ucieszył, a ten nie dość, że się wepchał na chama to jeszcze od tyłu atakuje. Pan ruszył i rozpędzał się. Teraz już wszyscy wiedzieli kto tu rządzi. Zakręty pokonywał niczym Kubica, a raczej w tamtych czasach Zasada. Grubas napierał jeszcze kolanem na gitarę, którą musiałem ewakuować do ludzi siedzących. Pan dwa przystanki minął trąbiąc czekającym ludziom i już wszyscy nawet poza autobusem wiedzieli, że to Pan. Później się zatrzymywał, by ludzie wysiadali i wsiadali, a każda ta operacja była karkołomna i okraszona pokrzykiwaniami naszego super szofera – dalej, dalej, upychać się. Jakoś szczęśliwie dojechaliśmy na miejsce pojazdem, który był trochę luźniejszy. Wzięliśmy swój ekwipunek i przemieściliśmy się pod sklep, gdzie usiedliśmy na plecakach i zapaliliśmy po papierosie. To było działanie czysto terapeutyczne, aby wyzbyć się tej Pańskiej podróżnej traumy.


Odpowiedz z cytatem