... No tak... postanowiłem coś napisać i w zasadzie nie ciągnąć teraz tej przydługiej opowieści wspominkowej...na którą zapewne kiedyś tam przyjdzie czas. Chronologia zostaje zachwiana. Mam sobie wątek to sobie zachwieję.
W ubiegłym roku w ostatni piątek września wyruszyłem odwieźć syna do akademika do Wrocławia, a że pogoda była ładna to w domu oznajmiłem, że na dwa dni w góry sobie wyskoczę. Tak jechaliśmy autostradą i pomyślałem, że przecież z tego całego Wrocławia to mam bliżej w Bieszczady niż od siebie o całe 150 kilometrów, a to szmat drogi, więc utwierdzony tym przekonaniem ruszyłem na lekko południowy wschód. Pomysł był średnio na jeża, bo po dosyć długim plątaniu się po dolnośląskiej stolicy i przejechaniu sporej ilości kilometrów w okolicach Ustrzyk Dolnych oczy zaczęły się pomału przymykać i byłem zmuszony szukać szybko noclegu, który znalazłem w Olszanicy. Po kolacji i piwku zapadłem w twardy sen w wygodnym łóżku. Rano rześki i gotowy na dalsze wyzwania ruszyłem do samochodu i po niedługiej chwili obserwowałem ten oto widok....
1.jpg
... nie przepadałem za tym miejscem, ale czemu nie popatrzeć skoro ludzi nie ma i tłoku żadnego...
2.jpg
połaziłem po pustych "krupówkach" podziwiając pozamykane stoiska, stragany i knajpy... ani ludka nie było....3.jpg4.jpg
... postanowiłem popatrzeć na wielką wodę, a tam dopadła mnie szarość...
5.jpg
.... jak pies spuszczony z łańcucha co to węszy po podwórzu, nie wiedziałem w którą stronę się udać, więc poszukałem natchnienia pod cerkwią w miejscowości Rabe
6.jpg
... po pewnym czasie kontemplowania udałem się nad San....
7.jpg
... następnie po dalsze wskazówki do cerkwi w Chmielu, gdzie drzwi uchylone zapraszały do środka...
8 kopia.jpg
... a w jej wnętrzu czekała odpowiedź...
9.jpg


Odpowiedz z cytatem