Ranek był słoneczny i pachniał upałem... troszkę wilgoci w powietrzu i suchość w ustach. Trzeba zająć się czymś konstruktywnym, aby echo poprzedniego wieczoru wybrzmiało gdzieś w swoją stronę. Wypatrywałem nadaremnie przez okno samotnej sylwetki, która wchodzi na zbocze jak co dnia i spokojnie sunie w stronę swojej pasieki. Widocznie panu Jankowi też było ciężko. Nie chcąc popadać w zbytnią melancholię i stagnujący marazm udaliśmy się na zbiór malin. Kiedy pojemnik był już pełny, wróciliśmy na późne śniadanie, a następnie udaliśmy się w drogę w kierunku Cisnej. Trochę dla zabicia czasu, a trochę aby niewidzący tej miejscowości mogli ją zobaczyć. Miejscowość jak miejscowość... przecież nie ma tam wielu szczególnych rzeczy. Zależy kto co lubi. Wstąpiłem do sklepu i kupiłem płyn, którym te maliny trzeba było zalać. Przy okazji zrobiliśmy przeróżne zakupy i zapakowaliśmy się do samochodu. Kiedy przejeżdżaliśmy przez Dołżycę przemknęła mi myśl, aby towarzystwu pokazać Łopienkę... może znane i nie raz odwiedzane, ale pamiętajmy, że w przeważającej mierze mamy do czynienia z ludźmi którzy są pierwszy raz w Bieszczadach, a turyści, którzy tam nie raz bywali pewnie też mają sentyment do tego miejsca.
Na parkingu i w jego otoczeniu było dosyć tłoczno... wszak to wakacje. Najbardziej podobała mi się rodzinka z gromadką dzieci i z maluchem ze smokiem w buzi, który pokonał cały odcinek tam i jak się później dowiedziałem również z powrotem na swoich jeszcze bardzo młodziutkich nóżkach....

DSC_3957 kopia.jpg

Ruch jak na Marszałkowskiej.... choć chyba na niej nigdy w życiu nie byłem. Dotarliśmy do Łopienki, a kiedy towarzystwo podziwiało cerkiew udałem się na spacer po dolinie i okolicznych wzgórzach....

DSC_3965 kopia kopia.jpg

Zaleciało tam gdzie nie było już ludzi i z perspektywy dawnością.... ostatnio tak wspominaną....
Wspominanie dawności....

DSC_3968 kopia.jpg

Po jakimś czasie czar musiał prysnąć, gdy zszedłem w dół , a tam ludzi, a ludzi... Nie wypadało nic innego jak zarządzić odwrót. Od wschodu zaczęło pomrukiwać . ... a kiedy byliśmy około trzydziestu metrów od samochodu rozpętała się nawałnica z grzmotami i deszczem okropnym.... Za bardzo nawet nie zdążyliśmy zmoknąć. Podczas tej burzy właśnie, piorun poraził śmiertelnie turystę na Tarnicy.
Po drodze zajrzeliśmy do kościółka w Dwerniku...

1-DSC_3947 kopia.jpg

DSC_3953 kopia.jpg

1-DSC_3949 kopia.jpg

... i szczęśliwie dotarliśmy do Sękowca, a wieczorem udaliśmy się posiedzieć i pogawędzić na znany punkt ....

1-DSC_3832 kopia.jpg

DSC_3758 kopia.jpg

... podziwiając jak słońce chyli się ku ziemi....

1-DSC_3811 kopia.jpg