Pożegnaliśmy Anię i Sławka , którzy załapali się na kolejkę i snuliśmy się wzdłuż torów oczekując na przecenę kiełbasy.

1-DSC_7403.jpg

Kiedy została przeceniona to ją zjedliśmy i zasiedliśmy przy ognisku (które wcale nie wygasło) i popijaliśmy napoje od 5 do 45%.

1-DSC_7412.jpg

Wkrótce przy ogniu zebrało się też małżeństwo miejscowe z Woli Michowej, a po nie za długim czasie Wojtek wyjechał załatwiać jakieś tam swoje sprawy. Tak to zostaliśmy na wieczór, noc i kolejny dzień chwilowymi gospodarzami Balnicy. Imprezka przeciągnęła się do godzin późnowieczornych, a że żaden zabłąkany turysta się nie pojawił zapadliśmy w sen. Każdy miał swój apartament, a między nimi krążyła Luna i kot.
Rano obudziliśmy się nawet wyspani, ale nie zdolni do podróży zmotoryzowanej. Zaczęliśmy się zastanawiać co dalej. Pomysłów było kilka, ale że nagle pojawiła się grupka znajomych pań rozkładających swoje kramiki... wiedzieliśmy już, że przyjedzie ponad programowa ciuchcia, wynajęta pewnikiem przez Niemców.

1-DSC_7417.jpg

Na samym początku miłe panie udające się po zapasy musztardy poczęstowały papierosem, bo te się nam skończyły, a później pognaliśmy na kolejkę, co by się do sklepu z nikotyną dostać (dusza nałogowca wzięła górę). Przy kolejce Oleg zaprosił nas na smalec, a mili panowie z obsługi składu wskazali miejsce w pierwszym wagoniku. Jak na chwilę obecną najedzeni i napaleni pomachaliśmy ekipie z kramików, bo nie wiadomo czy tak prędko się spotkamy. Kolejka ruszyła, a my w ostatniej chwili zauważyliśmy zbłąkanego turystę, a raczej automobilistę co pod Dom Wojtka zajechał czerwonym samochodzikiem. Trochę się martwiliśmy, że na nas będzie musiał parę godzin poczekać, ale po chwili doszliśmy do wniosku, że jak mu zależy to poczeka, a jak by co to zadzwoni, lub wcześniej zadzwonił do Wojtka, ...a ten jak by co to powie gdzie są klucze, albo i nie. Zawsze przecież może iść na wycieczkę. Uspokojeni tą myślą oddaliśmy się w skupieniu kolejce.

1-DSC_7420.jpg

i popatrywaliśmy to w lewo, to w prawo....

1-DSC_7447.jpg

Po zakończonej podróży musieliśmy się udać asfaltem do sklepiku. Tam nabyliśmy potrzebne produkty i posiedzieliśmy dłuższą chwilę słuchając śpiewów pewnej niewiasty, która już dobrze zrobiona była jak na godzinę przedpołudniową, a może już południową. Postanowiliśmy mając pełne plecaki wracać.

1-DSC_7444.jpg

Kawałek asfaltem, kawałek drogą bardzo utwardzoną...

1-DSC_7435.jpg

...kawałek nie utwardzoną...

1-DSC_7426.jpg


i kawałek torami...


1-DSC_7422.jpg

Patrzyliśmy przy tym co widać i co słychać. Po pewnej chwili rozjazd torrów ujrzeliśmy i na miejsce wróciliśmy. Chwilkę sobie odpoczęliśmy i sprawdziwszy,że zabłąkanego turysty nie ma (pewnie w góry sobie poszedł), a jego samochodzik stoi, ruszyliśmy w dalszą drogę.... ale, ale.... jeszcze flagę KIMB-u zdjęliśmy, a był to poniedziałek... dobrze po południu....

1-DSC_7663.jpg
...