Ja miałem nieco inne przeżycia, chociaż skończyło się bez strat. Przyszło mi bowiem podróżować późną nocą pomiędzy Smolnikiem nad Sanem a Sanokiem, ale na około, przez Cisną. Pomiędzy 23 a 1 w nocy nie sposób było jechać szybciej niż 40 km/h, bo przez drogę co chwilę coś przebiegało, przepełzało lub przechodziło. Były to jelenie, sarny, jeże, duże szczury a nawet koty. Jadąc w Stronę Smolnika, na pierwszym zakręcie pod górkę za Cisną leżał na środku drogi upity do nieprzytomności młody chłopak. Leżał w tak nienaturalnej pozie, że w pierwszym momencie myślałem, że to pozostawiona ofiara wypadku. Na szczęście poza promilami nic mu nie dolegało. Dobrze, że przejeżdżałem kilka minut przed jadącą z góry ciężarówką z drewnem.