W cytowanym wyżej tekście jest jeszcze jedno miejsce z aniołem:
W Leluchowie - miła
Zaczyna się koniec świata
Tam anioł traci głowę
Z brzozami się brata
Sprawdzałem w brzozach. Anioła nie było. Nie było też końca świata. Było za to mnóstwo sklepów, sklepików, budek, placyków. I w żadnym z nich nie można było kupić na przykład piwa. A koniec świata zaczyna się kawałek dalej, za wioską Dubne, w której jest siedem domów i jedna cerkiew. Nigdzie się nie rozgłasza tej wieści, ale w Dubnem też jest anioł. Bardzo ważny, bo to archanioł. Niestety, nie spotkaliśmy się, bo siedzi zamknięty w cerkwi, którą otwierają tylko raz w tygodniu, w niedziele rano.
Beskid Sądecki od początku przywitał mnie deszczem. I tak trzymał. Nie był to uciążliwy deszcz, bardziej kropiło, niż lało a wysuszona ziemia momentalnie wchłaniała każdą kroplę. Na chwilę przestało padać przy zjeździe do Wojkowej, dzięki czemu da się na zdjęciu rozpoznać, co to za zwierzęta pasą się na hali.
Potem był Powroźnik w deszczu, Tylicz w deszczu, Mochnaczka w deszczu. Przestało padać na słynnej „płytówce-pegeerówce” do Izb.
I ukazała się Ona, ta ze skrzydlącą się bramą.
Zbliża się wieczór. Trzeba znaleźć jakieś miejsce na nocleg, a przede wszystkim choć jednego anioła znaleźć. Za Tyliczem zmienił mi się Beskid z Sądeckiego na Niski. Może tu jest więcej aniołów? W Izbach jadę na wschód, doliną rzeki Białej, która jest tu jeszcze wątłym potokiem. Tuż przed zmrokiem docieram do białej cerkwi św. Michała Archanioła. Cerkiew jest otwarta, anioł jest na swoim miejscu. Nie ma czasu na robienie zdjęć, póki coś widać, trzeba postawić namiot w miejscu wolnym od krowich placków. Poniższe zdjęcie, to już następny dzień rano.
![]()


Odpowiedz z cytatem