6 września 2013 - Spacer po Tbilisi

Po 4 godzinach ląduję w Tbilisi. Tu jest już czwarta rano. Kolejki do kontroli paszportowej nie są długie, chociaż w tym samym czasie przyleciał też samolot z Warszawy. Szczęśliwie, mój plecak doleciał tym samym samolotem co ja. Przy wyjściu widzę człowieka z tabliczką z moim nazwiskiem. To kierowca, który wiezie mnie do Hostelu Envoy, gdzie mam zarezerwowany pokój.

Po pół godzinie jazdy docieram na miejsce. W recepcji stoi lodówka, w której dostrzegam piwo. Po podróży chce się pić. Biorę piwo. Recepcjonistka prowadzi mnie do pokoju. Pokazuje, jak włączyć klimatyzację. Ja wolałbym otworzyć okno, ale problem w tym, że okna nie ma, jest tylko otwarty lufcik na korytarz. Z jakiegoś powodu nie dostaję klucza do pokoju. Nie wdaję się wyjaśnienia, chcę jak najszybciej położyć się spać.

Pokój jest tylko dla mnie. Są w nim 2 łóżka, ale nie ma łazienki, która jest na korytarzu. Widzę, że na korytarzu śpi jakiś człowiek. Staram się poruszać jak najciszej, aby go nie zbudzić.

Sprawdzam łączność internetową, nadaję komunikat do Magdy, że już szczęśliwie dotarłem na miejsce.

Zasypiam koło szóstej.

Koło ósmej budzą mnie głośne rozmowy na korytarzu. Jacyś ludzie wyprowadzają się robiąc przy tym duży hałas. Widzę, że dłużej nie pośpię. Schodzę do recepcji wyjaśnić sprawę klucza. Okazuje się, że za klucz trzeba dać kaucję 10 lari. Recepcjonistka mówi też, że ma dla mnie lepszy pokój. Nie mam jeszcze pieniędzy gruzińskich, daję równowartość - 5 euro i dostaję klucz do innego pokoju - większego, z balkonem. Mam tu spędzić jeszcze jedną noc. Drugi pokój jest po drugiej stronie korytarza, szybko przerzucam do niego moje bagaże.

Po śniadaniu ruszam w miasto.

cdn.