6 września 2013 - Spacer po Tbilisi (cd.)

Tego dnia mam umówione spotkanie z Giorgim, który ma mi pomóc w zorganizowaniu podróży po Gruzji. Informacje o nim znalazłem na forum kaukaskim. Potrzebuję też wymienić pieniądze i kupić kartę do telefonu komórkowego.

Po drodze do Placu Wolności, zaglądam do katedry Sioni, gdzie akurat jest msza. Nie wchodzę do środka, dyskretnie filmuję przez drzwi.

Idę na Most Pokoju, a stamtąd na Plac Wolności. Według mojego przewodnika ma tam znajdować się ośrodek informacji turystycznej. Nie udaje mi się go znaleźć. Pytam o to turystów, którzy okazują się Polakami. Nie słyszeli o informacji turystycznej.

Na ulicach jest pełno kantorów. Dla pewności idę do banku na Placu Wolności. Urzędniczka sprawdza paszport, wypełnia papiery, które muszę podpisać. Wymieniam tylko 50 euro. Grubszą gotówkę gruzińską wezmę po powrocie z Armenii.

Idę do sklepu Geoland. Tam jest największy wybór map w Gruzji. Kupuję mapę trekkingową Tuszetii. Gdybym nie pojechał do Omalo, to będę chociaż miał taką pamiątkę.

W salonie Magti w Alei Rustaweli za 20 lari kupuję kartę do telefonu. Będę miał dostęp do Internetu (1 GB za 15 lari) i będę miał nr telefonu gruziński. Dzwonię od razu do Adama, poznanego przez forum kaukaskie. On dalej podróżuje po Gruzji camperem. Niestety nie udało mi się go spotkać w Gruzji, nasze drogi nie skrzyżowały się.

Dzwonię do Giorgia. Mam przyjść do niego, aby pogadać o moich planach zwiedzania Gruzji. Chcę pojechać w góry: do Omalo, do Szalili i do Kazbegi. Idę pod z góry zanotowany w GPSie adres. Trafiam tam bez pudła. Niestety Giorgi jest nieobecny. Jest tylko jego ojciec, który proponuje mi nocleg i w razie potrzeby transport. Na wszelki wypadek podaje mi swój numer telefonu.

Widząc ich warunki mieszkaniowe, wolę zakwaterowanie gdzie indziej. Niedaleko stamtąd jest hostel u Iriny. Idę tam. Iriny nie ma, ale jej pracowniczka pokazuje mi pokoje. Spotykam tam Polaków, z którymi wdaję się w rozmowę. Są zadowoleni z kwatery. Wieczorem dzwonię do Iriny i rezerwuję pokój na 14 września.

Zrobiła się pora obiadowa. W okolicy jest pełno miejsc, w których można zjeść. Szukam jakiegoś miejsca, gdzie można też siąść i skorzystać z toalety. Nie udaje mi nic takiego znaleźć w pobliżu, za to znajduję publiczną toaletę. Po skorzystaniu z toalety chcę szybko wydostać się na ulicę, ale ktoś mnie woła i domaga się zapłaty. Dziwię się, że za taki smród pobiera się opłatę.

Ostatecznie zjadam na ulicy chaczapuri (rodzaj ciasta z serem). Za 2 lari można się najeść.

Dotychczas poruszałem się po mieście pieszo. W okolicy jest stacja metra. Czas wypróbować metro. Kupuję kartę na metro i szukam na ścianach planu metra, ale go nie znajduję. Chcę pojechać na stację Grmagele, do polskiego hostelu ***** Opera znanego z kaukaskiego forum. Wyciągam z plecaka wydrukowany przezornie plan metra. Nie bardzo wiem na jakiej stacji jestem, ale sytuacja wyjaśnia się po zjechaniu w dół. Przy wejściu na peron jest duża tablica, na której jest wszystko napisane. To jest jedyna informacja. W wagonach też nie ma żadnego planu, ale słychać przez głośniki zapowiadane nazwy stacji. Jest też zapowiedź w języku angielskim. Metro ma tylko 2 linie i szybko można się w nim zorientować.

Docieram do hostelu ***** Opera. Chcę zasięgnąć języka o możliwościach wyjazdowych. Wiem, że mają samochody terenowe i organizują wyjazdy. Kuby nie ma, jest w jego zastępstwie Łukasz, który mi mówi, że akurat ich wycieczka wraca dzisiaj z Omalo. Mnie właśnie o coś takiego chodziło. Nie mogli na mnie poczekać? Zostawiam Łukaszowi mój numer telefonu.

Udaję się stamtąd pieszo do innej stacji metra - Didube, tam, gdzie jest dworzec marszrutek. GPS prowadzi mnie bardzo dziwnymi uliczkami, co można zobaczyć na moim filmie o tym dniu.

Z Didube wracam metrem do centrum i spacerując w kierunku mojego hostelu zatrzymuję się na piwo w knajpie na świeżym powietrzu. Obok przy stoliku siedzą Polacy, którzy słysząc moją rozmowę telefoniczną po polsku i widząc, że jestem sam, zapraszają mnie do swojego stolika. Jest też z nimi Gruzin. Opowiadam mu o swoich planach. Nie może mi nic poradzić. Nie wie nawet, gdzie jest Omalo.

W knajpie na wielkim ekranie widać jakiś polski kanał telewizyjny. Można się tu czuć jak w Polsce.

Po paru wspólnie wypitych piwach, towarzystwo mnie opuszcza. Mnie się nigdzie nie spieszy. Jestem 500 m od mojego hostelu. Zamawiam jakieś danie losowo wybrane z karty. Zaczynają się występy artystów. Dzień dobiega końca. Jutro opuszczam Gruzję. Jadę do Armenii.