Snujac sie ulicami miasta trafiamy na bardzo fajna lokalna knajpe. Obrosnieta gesto winorosla, za wysokim murem. Miedzy stolikami przechadzaja sie leniwie koty.
Zjadamy tam szaszlyk i kebaby oraz dodatki w postaci lawaszu, sera i stosu "zielonosci" w postaci roznistych, czesto nieznanych nam zioł.
Spotykamy w owej knajpce Pawła, polskiego naukowca, ktory od lat zajmuje sie badaniem ormianskiej diaspory. Byl juz kilka razy w Armenii a teraz planuje zapoznac sie dokladnie z lokalnymi archiwami. W poprzednie lata jezdzil po roznych krajach Europy oraz sporo czasu spedzil w Libanie, spotykajac sie tam z przedstawicielami ormianskich spolecznosci. Paweł opowiada nam o jaskini koło Tatew gdzie rzeka wpływa do groty, sa cieple podziemne baseny,niesamowite szaty naciekowe, kapie z "sufitu" i wszystko to jest zupelnie dzikie. Niedaleko stamtad sa tez zarosniete pnaczami ruiny sredniowecznego uniwersytetu w glebokim wawozie. Brzmi to wszystko troche nierealnie i poczatkowo mam wrazenie ze chlopak odrobine koloryzuje. Rzeczywistosc okazuje sie byc jednak jeszcze bardziej magiczna niz opowiesc ktorej wysluchujemy od erewanska pergola malutkiej knajpki...
Idziemy tez na pełen wszelakich form wodnych Plac Republiki. Jest tu sporo fontann.
Mimo mojej sporej sympatii do owej formy przyozdabiania miast nie robi to az tak duzego wrazenia jak poidełka! Sa chyba dwa. Z kilku otworow sika bez przerwy woda. Przechodnie zatrzymuja sie i piją. Musi byc gdzies pod spodem zrodlo bo woda jest chlodna i smaczna. Przygladam sie przez chwile. Pija młodzi i starzy, uczniowie i mafiozi, handlarze i turysci. Buba tez pije!!!!!![]()
Odwiedzamy tez tzw Kaskade- dosyc nowa i ciekawa budowle w centrum miasta. Ze sporej góry po betonowych konstrukcjach splywa woda. Mozna sie wypluskac w upalny dzionek. Bardzo jestem ciekawa jak to miejsce wygladalo przed zbudowaniem tego przybytku?
Jutro chcielibysmy pojechac do Sewanu, najlepiej pociagiem wiec ruszamy na poszukiwanie dworca kolejowego celem sprawdzenia rozkladow. W przewodniku i w necie pisalo o glownym dworcu Sansun David oraz tzw dworcu polnocnym "Arabkir" z ktorego wlasnie maja odjezdzac pociagi m.in. do naszego Sewanu. Arabkir ma sie znajdowac nad/pod/kolo Kaskady... Uderzam wiec z pytaniem do chlopaka pilnujacego pomieszczen pod Kaskada. Nie slyszal o takim dworcu nigdy. Widze ze bardzo chce nam pomoc. Wykonuje 4 telefony do roznych znajomych. Oni rowniez nie slyszeli ani nie wiedza skad mozna dojechac pociagiem do Sewanu... Te same pytania zadajemy taksowkarzom, wlascicielom/pracownikom okolicznych lokali gastronomicznych, obsludze biura podrozy oraz napotkanym przechodniom wygladajacym na miejscowych. Arabkir to jakis dworzec-widmo. Nikt o nim nie slyszal- jakoby nigdy go nie bylo.. Przynajmniej tutaj...
Jeden taksowkarz sugeruje nam ze do Sewanu to chyba pociagi odjezdzaja z polnocnej dzielnicy Kanakert, bo tam zaczynaja sie tory. W centrum miasta tory zostaly kilka lat temu zdemontowane. Ale w namierzeniu dokladniejszej lokalizacji stacji ani rozkladow pomoc nam nie potrafi- nigdy takowym pociagiem nie jechal...
Sytuacja zaczyna przypominac mi ukrainski Oczaków i nasze proby pozyskania informacji na temat łodek plywajacych na Kinburn.
"Zagaduje rybakow o transport na mierzeje. Twierdza ,ze łodki plywaja, i stad, i stamtad i wogole zewszad.. Ale kiedy? „No jak przyplyna to beda”.. Wpatrujemy się w bezkresna ton morza, rowna jak stol az do mierzei.. „A dzisiaj plywaly?” -- „Nie , dziś nie”..-- „A czemu dziś nie?” -- „Bo może w weekendy nie plywaja” – ”Ale dziś jest poniedzialek!!” – „To może tylko w weekendy plywaja?”
Do rozmowy wlacza się trzeci rybak, który właśnie przyszedl: „Riebjata, ja wam doradze.. Idzcie na przystan i jak tam nikogo nie ma to znaczy ,ze nie pojedzie, a jak ktos tam będzie to może pojedzie ,ale niekoniecznie.."
Widac wszedzie na wschodzie jest podobnie
Postanawiamy jutro jakims bladym switem pojechac na Kanakert i sprobowac rozpytywac tam.. Moze jak stacja jest blizej, w tej samej dzielnicy, to mieszkancy o niej slyszeli??
Nie zrazeni niepowodzeniem w sferze komunikacji postanawiamy zweryfikowac kolejna internetowa wiadomosc-porade i nabyc butle gazowa. Takowe ponoc sprzedaja tylko i wylacznie w centrum handlowym Tashir. Chyba jedyne takie upiorne miejsce w calej Armenii! Zupelnie jak dobrze znane galerie rozpelzajace sie jak parchy po naszych miastach i dworcach..
Sprzedawcy, ochroniarze i sprzataczki Tashiru wybałuszaja zdziwione oczy..Butla gazowa? Nakrecana? Sklep turystyczny? Nie... To napewno nie tu... Nie bylo nigdy... Tu sa same drogie ciuchy! Butle gazowe to moze tam- i wskazuja bazar i jakies warsztaty.. Tak... tam.. Butle.. gazowe.. Ale stulitrowe do auta!
Na wszelki wypadek obchodzimy caly Tashir dookola.. 4 ogromne pietra ubrań.. Po co u licha na swiecie tyle szmat? w setkach tysiecy miast to samo... szmaty, szmaty, szmaty.. Setki ton szmat o abstrakcyjnych cenach, ktore za rok i tak juz beda niemodne a praktyczne to nie byly nigdy.. Ba! nawet nikt nie planowal aby pelnily inne funkcje oprocz lansu i wywolywania zazdrosci/podziwu innych..
Butli nie ma.. No bo ponoc nigdy nie bylo..Podobnie tak jak dworca kolejowego.. Dworzec widmo, butla widmo.. Zaczynam sie zastanawiac ze moze cos jednak ze mna jest nie tak ze przywiduja mi sie jakies nierzeczywiste obiekty do poszukiwan? Juz mam wrazenie ze reszta ekipy zaczyna patrzec na mnie wzrokiem w ktorym widac połaczenie litosci i zdumienia, a jak kolejna szukana rzecz okaze sie nieistniejaca to chyba oddadza mnie do jakiegos lokalnego zamknietego zakladu!
Na szczescie hala targowa jest. I jest przefajna! Przy wejsciu atakuje nas sektor suszonych i kandyzowanych owoców! Rodzynki, daktyle czy sliwki mozna spotkac i u nas. Ale wisnia albo gruszka w takiej postaci? Ze wszystkich stron wyciagaja sie rece sprzedawcow i wpychaja nam do buzi rozne smakolyki. Nie suszona morela? To moze mielone orzechy zatopione w slodkiej pascie? a moze nawleczone na nitke figi? Czynimy troche zapasow- w gorach zapewne wszystko zjemy!
Obok sery, biale, z ziolami, w kawalkach, w plasterkach , w postaci dlugich serowych włosow albo pasty w glinianym dzbanie..
I cale wory przypraw! I moje ulubione kiszone papryczki!
I pomidory takie ze kazdy sie smieje rumianymi boczkami i krzyczy "zjedz mnie!". I wszystko ma cudowny zapach! W odroznieniu od zaspawanej, sterylnej, kartonowej paszy dozwolonej do uzytku na terenie UE...
Na sektor ryb to wogole juz wole nie zagladac bo i tak ani szansy na przyrzadzenie czy przechowywanie.. Ech...jak bede grzeczna i kiedys trafie do raju to bede miec taki bazar przy domu!
Sprzedaja tu takze domowe wodki owocowe- tutowka (z morwy), brzoswiniowa, morelowa, winogronowa. Wszedzie daja skosztowac, kazdemu nalewaja po kieliszku lub daja pociagnac z butelki. Mi najbardziej smakuje brzoswinia, chlopaki chyba wola tutowke. Ostatecznie nabywamy 4 litrowe butelki.
Teraz kierujemy nasze kroki do knajpy "Kaukaz" gdzie umowilismy sie z Andrzejem z bieszczadzkiego forum. Knajpa ta zdecydowanie nie nalezy do mojego ulubionego gatunku bedacego skrzyzowaniem baru mlecznego i mordowni z przedmiescia, acz musze powiedziec ze mi sie podoba- po prostu daja tu bardzo dobrze, regionalnie i dosc tanio zjesc.
chinkali- do wyboru z baranina, wieprzowina, serem, twarogiem
czkmeruli
"dzikie róze"
tolma zawijana w liscie winogron
Z Andrzejem nie udalo sie spotkac w Bieszczadach, nie udalo sie spotkac na Pikuju a do Erewania okazalo sie po drodze! Spedzamy wiec wspolnie sympatyczny wieczor w knajpce, gawędzac o odbytych i planowanych podrozach.
Gdy sie juz zbieramy wpada tu tez Anton z zona, znajomi Andrzeja z forum kaukaskiego. Niestety nie bylo nam dane blizej sie poznac. My padamy juz na pysk ze zmeczenia po nieprzespanej nocy a jutro szykuje sie nam pobudka kolo 6..


Odpowiedz z cytatem