Przy drodze stoi dosyc nowa wołga. Siedzacy w niej taksowkarz nie czepia sie rekawow jak jego sewanscy pobratymcy tylko milo sie usmiecha gdy przechodze. Mimo naszych przygod z taksiarzami gosc jakos wzbudza moja sympatie. Pytam czy nie zawiozl by nas do Airivank. Gawrik, bo tak ma na imie, pokazuje mi zeszyt z wpisami swoich znajomych, rowniez z Polski oraz pocztowki z polowy swiata jakie dostal od turystow ktorych poznal w Armenii.. Opowiada tez o swoich dzieciach z ktorych jedno jest w Moskwie, drugie w Sewanie a najmlodszy syn sluzy w armii w Kapan. W ogromnym domu zostali sami z zona. Ponoc od kilku lat pracuje jako taksowkarz wozac po Armenii glownie obcokrajowcow. Czesto caly dzien jezdzi z turystami a potem za darmo nocuje ich u siebie, a zona ich podkarmia. Mile jest ze wspomina nam o takiej mozliwosci ale niczego nie narzuca. Biore od niego namiary..moze kiedys.. Gdy mowie ze planujemy spac w namiotach w Airivank poleca nam tamtejsza "miejska plaze" z wiatami i miejscami na ognisko.
Opowiada nam tez o ogromnych radarach stojacych w Noratus nad Sewanem, ze ponoc kiedys pelnily funkcje szpiegowskie dla ZSRR, a teraz "wciaz po czesci dzialaja ale maja juz inne przeznaczenie". Faktcznie z Airivank widac je calkiem niezle!





Gawrik opowiada tez ze dawniej w Sewanie dzialaly 4 zaklady przemyslowe (produkcja koparek, lodowek, przetworstwa rybnego), dzialal tez hotel "Inturist" w ktory Gawrik przepracowal 20 lat.. Byly to czasy gdy do Sewanu zjezdzali za praca ludzie z roznych stron republiki a znalezienie knajpy nie graniczylo z cudem.. W latach 90tych wszystko rozkradli, ludzie sie rozpierzchli... Sewan sie wyludnia.. Z dawnych czasow zostala tylko gwiazda na dworcu kolejowym. Gawrik jest bardzo zdumiony gdy potwierdzam ze wiem o czym mowi i pokazuje mu zdjecie owej gwiazdy w aparacie.

Gawrik mowi nam tez ze warto kupic tu rybe zwana sik. Jest tania , smaczna i mozna ja nabyc u miejscowych rybakow. Ponoc kiedys bylo tej ryby wiecej a teraz jest zagrozona wyginieciem. Na Sewanie rzadza mafie klusownikow, wypierajac drobnych rybakow. Zakladaja ogromne sieci, niszcza tarliska powodujac wymieranie wielu gatunkow ryb.

Gawrik dzis idzie z zona na mecz w Erewaniu. Juz dawno kupil bilety. Gra Armenia z Dania. Niedawno Armenia wygrala mecz z Czechami. Gawrik jako zagorzaly kibic nie posiada sie ze szczescia!

Airivank , w odroznieniu od poprzedniego klasztorku, to po prostu cos pieknego! Chaczkary i skaly porosniete pomaranczowym porostem! Nie widac wrecz gdzie konczy sie skala a zaczyna chaczkar! Gdzie mur swiatyni przechodzi w naturalne gruzowisko kamieni!







Klasztorek przycupnal na skalnym polwyspie, dookola otaczaja go wody jeziora. Ciemne wnetrze tchnie chlodem a sciany sa na czarno osmalone przez swieczki. Spogladaja na nas skalne mozaiki krzyzy sprzed setek lat. Boczne przejscia, schodki i znow wychodzimy na sloneczny swiat.





A obok przy stoliku grupka miejscowych raczy sie jadłem i napojem. Robie zdjecie temu jak etnograficznej ciekawostce. Jeszcze nie wiemy ze jest to rzecz naturalna i przy kolejnych swiatyniach my tez bedziemy bohaterami tego folkloru i bedziemy patrzec na swiat z drugiej strony stolu!



Po drugiej stronie jeziora wysokie, stepowe gory, z rozsianymi na zboczach wioskami. Moze tam gdzies jest Sorza? Moze tam gdzies jezdzi ta kolejka z Vardenis z kopalni zlota,gdzie majac szczescie mozna sie zalapac na transport?









Na jednej z gor widac na szczycie jakas gigantyczna konstrucje. Nie mam pojecia co to moze byc. Ale zakodowuje sobie to miejsce- moze kiedys bedzie dane to sprawdzic..





Dlugo kicamy po okolicznych skalkach napawajac sie cieplem, spokojem i urokiem tego miejsca.





Wokol mnostwo miejsc niezwykle dogodnych na biwak. Rozsiadamy sie w koncu w ruinach niedokonczonego budynku, mozna sie tu schowac przed dujacym znad jeziora wiatrem.



To chyba tez mial byc jakis hotel czy pensjonat, podobnie jak ten za zatoka.. Zastygle w bezruchu dzwigi.. Z daleka wygladaja jakby wciaz czekaly na moment by znow wrocic do pracy. Z bliska widac ze ulegly juz zdekompletowaniu i zapewne pod oslona rdzy dozyja tu swoich dni.



Zimno! Na razie nikt nie mysli o kapieli. Raczej rozgrzewamy sie tutowkami. Odkrywamy ze zarabiscie smakuje tutowka przepijana gestym syropem owocowym, ktory chlopaki tez nabyli na bazarze. Ponoc jest dobry na przeziebienie. Tutowke tez warto pic w celu odkazenia organizmu po spozywaniu niepewnej wody czy niemytych owocow.

Na falach podskakuja motorowki lokalnych rybakow.



Wieczorem - herbatka. Tu Marusia i jej nowa kolezanka z Andrychowa. Nazwalismy ją Lidka!!!



O swicie wylaze do kibelka. Chmury wisza nad gorami. Na jeziorze pelno łodek.



Poranek plynie nam leniwie. Obok przechodza krowy. Rybacy na lodkach tluka w burty metalowymi kijami jak w bęben- to ponoc sposob aby przestraszone ryby wyłazily z glonow i wchodzily prosto w siec.





Chlopaki sie kapią. Ja jakos nie moge sie zmusic do zanurzenia sie w wode o temperaturze czerwcowego Bałtyku..