Łapiemy stopa do Noratus. Wielu mijajacych nas kierowcow nam macha, ale nawet przy sporych checiach nie moga nas zabrac.



Zatrzymuje sie tez Garnik ktory jedzie w przeciwnym kierunku. Wspomina wczorajszy mecz. Ponoc atmosfera na stadionie byla wspaniala ale Ormianie niestety przegrali. Jedzie z nim siostra, ktora jest przedszkolanka w Sewanie. Dzis byla w innym miescie bo robili jakies wspolne zdjecia dzieci z roznych przedszkoli. Dobra chwila nam mija na pogawedkach na skraju drogi.



Do Noratus podjezdzamy marszrutka, ktora troche zboczyla z drogi aby nas tam zawiesc ale z tej racji i sporo wiecej policzyli za bilety.

Wies Noratus ma dosyc gesta zabudowe. Rozlozyla sie w sporej kotlinie miedzy gorami na ktorych szczyty akurat dzis wychodza mgły. Wszedzie chodza tez stada krow, owiec lub kóz.





Na pagorku nad wsia goruje wielkie cmentarzysko bedace chyba jednym z najwiekszych skupisk chaczkarow w Armenii. Oprocz rzezbionych krzyzy sa tu tez dwie kaplice. Niesamowite wogole patrzec na tą koronke rzezbionych powierzchni!. Ile pracy musial ktos w to wlozyc. Ile wiary, cierpliwosci i samozaparcia w tym finezyjnym rzezbieniu kamiennych plyt!

















Miedzy nagrobkami przysiadly dwie babcie, ktore na drutach robia rozne szaliczki i serwetki a potem handluja tymi wełnianymi wyrobami. Ciekawe ze jakos dogaduja sie ze soba, nie widac zeby rywalizowaly. Moze podzielily jakos cmentarz na sektory i kazda poluje na turyste w swojej czesci?