W koncu zajezdzamy na miejsce- pod cerkiewke skad widac krater z jeziorkiem.
To wlasciwy powod aby wzniesc kilka kolejnych toastow i pobiegac troche w kolko z radosnym kwikiem ze udalo sie dotrzec w to miłe miejsce i to jeszcze w doborowym towarzystwie. Ze szczytu fajnie widac wielka niebieska tafle jeziora Sewan
Robimy sobie tez kilka pamiatkowych zdjec z flagami Polski i Armenii, z uazem i cala ekipa.
[/img]
Aszot dostaje od Piotrka polska koszulke pilkarska oraz mała buteleczke z zubrowka.
Po biesiadzie pod cerkiewka zegnamy naszych sympatycznych znajomych ktorzy robia jeszcze rundke wokol jeziora i odjezdzaja w strone wsi.
My idziemy sie kąpać. Jeziorko jest zimne, muliste, o ostrych wulkanicznych kamieniach na dnie. I bardzo plytkie. Młody przechodzi wbród cale bez zamoczenia kupra. Toperz zanurza sie caly coby "kąpiel" byla zaliczona acz musi do tego mocno przykucnac.
Nad jeziorem stoi wiata biesiadna acz na nocleg tez by sie nadala. Chlopaki wieczorem odkrywaja w niej zapas drewna na ogniska- ktos musial przywiesc bo okolica srednio sie nadaje do zbierania chrustu
Potem grzejemy sie pod kosciolkiem w ostatnich promieniach slonca, chowajac sie przed wiatrem za cieplym murem.
Cień cerkiewki
Przyjezdzaja jeszcze dwie grupy miejscowych niwami. Jedni z nich zapraszaja nas na wspolna flaszke- jak tu nie pic na tym wschodzie?Jeden z przybylych- Aga, wyjechal z Armenii jako 5-letnie dziecko. Teraz mieszka w Jekaterynburgu na Uralu. Powodzi sie mu chyba calkiem niezle, opowiada ze ma wlasna siec magazynow. Twierdzi ze czasem teskni za Armenia, ale chyba bardziej tesknia jego rodzice. On sam mowi ze przyzwyczail sie juz nawet to uralskiego klimatu i w Armenii mu za cieplo.
Wieczorem w dolinach pojawiaja sie geste mgly i robi sie strasznie zimno.
Ide sobie do cerkiewki i zapalam wszystkie ogarki swiec jakie pogasly + dwie swoje wlasne, ktore mozna kupic bo leza na poleczce.
Cerkiewka o kazdej porze jest pelna innych dzwiekow. Rankiem cwierka ptactwo majace gniazdka pod powałą. W dzien brzecza owady. W nocy popiskuja nietoperze i slychac chrzęst palacych sie swieczek. O kazdej porze wyje wiatr za oknami. W srodku jest zacisznie a mur oddaje zgromadzone za dnia cieplo.
Lataja nad nami samoloty. Lataja bardzo szybko jak jakies mysliwce i błyskaja czerwonymi swiatelkami. Lataja chyba trzy i ciagle koluja, zawracaja a ryk ich silnikow odbija sie echem wsrod gor.
Miejscowe szare szczuple ptaszki sa chyba zachwycone naszym namiotem. Robia sobie z niego zjezdzalnie- cwirku i kwiku jest co niemiara. Fajnie wyglada to z wnetrza namiotu gdy widac cien krecacy łebkiem, machajacy skrzydelkami. Potem rozlega sie donosne "ćwirrrr" i ptaszek zjezdza na kuprze po sciankach namiotu. "Ćwirrrr" nie milknie bo w kolejce czekaja juz dwa kolejne ptaszki! Czasem porzucaja zjezdzalnie aby np. pohustac sie na odciagach![]()



Odpowiedz z cytatem