Jemy wspolnie uche a toperz probuje wytargowac od kucharza wielka metalowa miche. Wyglada jak wyklepana z wielkiego kawalka metalu. Niestety bezskutecznie, miejscowy jest chyba bardzo zwiazany z ta miska.
Na przeleczy oprocz rozimprezowanych Ormian i czworki niezwykle sympatycznych turystow jest tez karawanseraj. To sredniowieczna knajpa gdzie zatrzymywaly sie karawany na odpoczynek i popas. Ten na przeleczy Selim/Sulema jest najlepiej zachowanym i najbardziej znanym tego typu obiektem w Armenii wiec sciaga tu sporo wycieczek aby go obejrzec.
Dzis przybyl tu akurat autokar z Belgami w srodku. Kilku z nich popatruje w nasza strone.
Trzymaja sie jednak na uboczu wiec podchodze do nich, czestuje tutowka i zapraszam do wspolnego biesiadowania. Milo sie witaja, poczestunek przyjmuja acz wzbraniaja sie przed podejsciem do gruzawika tlumaczac swoje zachowanie tym ze sie boja bo to "dziki kraj, dzicy ludzie".
Musze pozniej wytlumaczyc miejscowym dlaczego nie przyprowadzilam Belgów. Niektorzy sa oburzeni takim potraktowaniem swojej ojczyzny i rodakow acz wiekszosc ekipy raczej pokłada sie ze smiechu jak mozna byc tak strachliwym i poznawac kraj tylko z perspektywy zaspawanego autokaru.
A tak sie bawi "dikaja strana"!!!!!!!!!!!
Jeden z ekipy obwozi mnie po okolicy na koniu.
Potem chlopaki tez probuja swoich umiejetnosci jezdzieckich.
Tylko toperz nie dosiada rumaka tlumaczac ze konik jest dla niego za mały i jeszcze mu cos chrupnie w grzbiecie (np. tak jak wszystkim sankom ktorych toperz probowal w ostatnich latach uzywac
Dochodzimy do wniosku ze namioty zdecydowanie trzeba rozbijac przed impreza a nie po...
jakos juz grubo po polnocy sie budze bo slysze warkot silnika, potem widze swiatła auta ktore prawie wjezdza w namioty. Nie chce mi sie wstawac, udaje ze spie.. Slychac trzaskanie drzwiami, pokrzykiwanie "halo halo", "ejjjj", ktos zaczyna potrzasac namiotem. Mysle sobie jak nikt nie da znaku zycia to moze odpusci ,odjedzie i da nam spac.. Nie poddaja sie tak łatwo, a gdy zaczynaja wolac "Paulinaaaaaa!!!" to widze ze nie ma wyjscia i trzeba wypelznac z namiotu.
To Sirop z kolega- dotrzymali obietnicy, przyjechali z flaszka. Na przyczepce za uazem jedzie krowa. Sirop zartuje ze to "nasza zagrycha" i zaraz bedziemy ja wspolnie oprawiac i upieczemy na ognisku.
Młody tez wylazl sie przywitac. Piotrek zostal w namiocie. W pięcioro ładujemy sie do uaza bo na dworze jest zimno. Ja i toperz nie mamy za bardzo ochote na wodke wyrwani ze snu w srodku nocy, wiec tylko leciutko moczymy pyski przy kazdym toascie. Młody rowno pije z Ormianami- dzielny chlopak- zasluzyl na medal!
Od Siropa dostajemy arbuza i pomidory.
Rano spokojnie zjadamy pyszne sniadanie ktore jest wyjatkowo bogate we wszelakie warzywa.
![]()



Odpowiedz z cytatem