Skaly nad wioseczka tworza jakby bramy, baszty i zdaleka wygladaja jak ruiny zapomnianego zamczyska.





Nad Szatinvankiem znajdujemy tez wagonik. Taki jakby z kolejki kopalnianej! Wynika wiec ze gdzies tu musi byc jakas sztolnia? Nic takiego nie znajdujemy acz raczej wagonika nikt nie przywiozl autem dla jaj..





Wypatrujemy tez drogi ktora moglaby isc do Spitakavor.
Droga tam jakas idzie zboczem ale zeby do niej dotrzec trzeba obejsc doline z lewej lub prawej strony. Wybieramy strone lewa co chyba nie do konca jest madrym posunieciem bo z prawej byloby chyba mniejsze przewyzszenie.

Chlopaki poczatkowo nie chca isc dalej gorami, obawiajac sie ze znowu skonczy sie na jakims uwisku jak wczoraj. Ale ostatecznie daja sie namowic. Dotarcie do Spitakavor naokolo zajeloby nam chyba ze 3 dni. A tak liczymy ze dotrzemy tam dzisiaj.

Podejscie obfituje we wyrosniete suchorosla, ktore by sie swietnie nadawaly na suche bukiety a ich zapach przywodzi na mysl wszelakie syropy i ziolowe mieszanki













Tempetarura przekracza chyba 35 stopni, wokol prazace slonce i pylistosc wyschnietych na wior roslin. To wybitnie okolicznosci powodujace ze wreszcie zaczynam nadazac za wspoltowarzyszami gorskich wypraw! :)
Tylko dwa razy na trasie zdarza sie drzewo dajace troche cienia.



W koncu trafiamy na sciezke i zaczynamy obchodzic dookola wielka gore. Odslaniaja sie widoki na kolejne strony.













Spotykamy tez swierszcza giganta. Ma wielkosc calej dłoni i zachowuje sie troche dziwnie, jakby byl chory. Nie ucieka, nie skacze, idzie jak robot. Robi wrazenie jakby poruszanie sprawialo mu duzy klopot. Jakby urosl za duzy i mial za ciasny pancerzyk



Gory troche przypominaja tu Świdowiec ktorego poloniny rozlaly sie na przestrzeni setek kilometrow.



A tu cos jest napisane.. Ktos moze wie co?



Droga zaczyna schodzic w doline. Wyglada na to ze idziemy dobrze do klasztorku! Po drodze byly nawet jakies znaki jakby szlaku, tablice z mapkami ale bardzo zniszczone (nie, nie przylozylam do tego reki ale nie ukrywam ze mnie ow fakt bardzo cieszyl

Mijamy osade pasterzy.



Na droge wychodzi chlopak i wszelkiem sposoby stara sie nas powstrzymac zebysmy nie szli dalej i moment poczekali na drodze. Chwile pozniej przychodza babki i przynosza nam jabłka i brzoskwinie.