Spitakavor polozony jest na gorce.
Rozbijamy namioty na waskiej polce-chodniku przed nim, miedzy kamiennymi murkami. Jakis metr za wejsciem jest urwisko- trzeba o tym pamietac
Nie jestesmy tu sami- trwa wlasnie impreza w ktorej uczestniczy pieciu miejscowych. Pieka szaszlyki, pachnie dymem, miesem a nam jezyki wisza do pasa a mysl o chinskiej zupce jest mocno nieznosna.
Ekipa przychodzi sie z nami przywitac. Potem ida kolektywnie do cerkwi, zapalaja swieczki, bija w dzwon. Wszyscy obowiazkowo wychodza ze swiatyni tyłem, dopiero w drzwiach sie mozna sie obrocic.
A potem zapraszaja nas do stolu, ktory ugina sie od roznych przysmakow. Kazdy dostaje kawalek barana, a pomidorow i papryczek sa cale miednice. Ekipa niestety gada prawie wylacznie po ormiansku wiec nam pozostaje usmiechac sie, machac rekami i wznosic wspolne toasty. Chlopaki dwukrotnie dzwonia po swoich kolegow ktorzy przyjezdzaja odnowic zapasy i zasilic szeregi imprezowiczow. Maksymalnie jest ich 15
Jeden z miejscowych przed wypaleniem papierosa dokladnie go oblizuje ze wszystkich stron. Ponoc mokry tyton jest mocniejszy i wydajniejszy.
Jest tez troche wspolnych spiewow. Tzn oni spiewaja swoje a potem my swoje. Ze smutkiem stwierdzamy ze albo polski repertuar piosenek biesiadnych jest bardzo skromny, albo my nie jestesmy z nim zapoznani albo Ormianie postawili zbyt wygorowane zadania co do piosenek jakie chcieli by uslyszec. Chca zeby piosenka miala wesola, skoczna melodie i byla typowo polska. Kilka utworow spiewamy ale zaraz sie okazuje ze te polskie piosenki to albo o Ukrainie, albo o Cyganach, albo o hiszpanskich dziewczynach... Co ciekawe zadni napotkani Ormianie nie chca spiewac piosenek rosyjskich, mimo powszechnie deklarowanej wielkiej sympatii do tego narodu. W odroznieniu od Gruzinow, ktorych sympatie sa wrecz przeciwne a sami proponowali do spiewania rozne "Katiusze" czy "Kalinki" jako utwory ktore mozemy zawyć wspolnie.
Ciekawe bardzo jest odpalanie "grilla". Ładuja do niego ogromny konar, nawet nie rąbiac go na kawalki. Nie ma szans zeby im sie to rozpalilo!
Nie doceniam jednak zmyslu technicznego miejscowych. Zaraz za konarem przybywa z auta palnik polaczony rura z duza butla gazowa! takiego ogniska jeszcze nie widzialam! Konar opalany gazem z palnika.
Co jest ciekawe na tej imprezie- kierowcy wogole nie pija. Nie pije tez przybyly z ekipa nastolatek. Jego zadaniem jest pilnowanie aby nie zabraklo napoju w kieliszkach innych uczestnikow. Rozumieja tez ze "diewuszka" nie chce pic calym kubkiem.. No wlasnie.. Znow impreza z samymi facetami.
Dosyc wczesnie ekipa jedzie do domow- chyba jakos o 23
Rano pod wiate imprezowa wkraczaja krowy. Chyba maja tu juz wyprobowane miejsce swietnej wyzerki. Zawsze sie ostanie troche rozdeptanych papryczek i pomidorow a i ziola z lekkim aromatem piwa pewnie lepiej smakuja!
W najblizszej okolicy jest tez kibelek. Widok z niego moze jest troche gorszy niz z tego na Armaghanie ale i tak nie ma co narzekac
Kolo poludnia przychodzi pod cerkiew grupa mlodziezy- znow sami chlopcy. Dziewczyny to tu chyba trzymaja pozamykane w komorce. Chlopaki rozpalaja grilla, wylaza na dach cerkwi, bija w dzwon, mocuja sie, przepychaja, glupkowato smieja- ogolnie robia strasznie duzo halasu. Kilku podchodzi do nas sie przywitac i czestuje samogonem. Inni stoja z boku i patrza wilkiem.
Po sniadaniu schodzimy serpentynami w strone najblizszej wioski Wernaszen. Robimy czeste przystanki na odpoczynek w cieniu i nacieszenie sie widokami oraz pylistoscia okolicy.
Szczegolnie podoba mi sie jadna gora- taka rogata!!!!!
![]()


Odpowiedz z cytatem