Na szczęście awarii nie było. Przepraszam za długą przerwę, ale na kilka dni odjechałem od komputera.
Dzień drugi
Na dzień dobry komitet powitalny.
Zapowiada się piękna pogoda.
Zanim nacieszę się ciepłem, to dość marznę na kilkukilometrowym zjeździe z Belis do Calatele. Po tych podjazdach dnia poprzedniego musiał być w końcu dłuższy zjazd. Trafił się rano a o tej porze roku ranki już zimne więc ubieram na siebie kilka warstw odzieży, najbardziej doskwiera mi brak ciepłych rękawiczek.
W Calatele zapasy siana na zimę już zrobione.
Dalsza droga jest dość widokowa, prowadzi w stronę gór Vladeasa.
Najlepszą formą zwiedzenia Vladeasy jest marsz grzbietem głównym a co może zobaczyć sakwiarz, który nie przepada za pchaniem roweru ścieżkami pod górę? Może pojechać nad wodospad Rachitele. Dojazd jest łatwy, od miejscowości Rachitele 5km drogą leśną.
Z Rachitele do Sacuieu jadę dość dziurawą drogą a później już dobrymi asfaltami, mijając co kilka kilometrów jakaś wioskę.
Wszystkie wsie dość podobne do siebie. Stare murowane, pokryte czerwoną dachówką domy stoją gęsto przy szosie.
Czasem ktoś jednak chce się wyróżniać.
Tego dnia czeka mnie jeszcze podjazd w Gorach Mesesului, które przypominają mi Beskid Niski.
Reszta dnia to wiele wiosek i miasteczko Crasna z ładnym kościołem.
Dzień drugi jest dość obfity w kilometry. W miejscu noclegu licznik pokazuje dystans 152,5km.












Odpowiedz z cytatem