Zwraca uwage zwlaszcza jedna gora. Wyglada jakby byla "wygryziona" od wierzchu. Z daleka wyglada jakby wejscie pomiedzy skalne slupy bylo mozliwe tylko z gory, zjezdzajac na linie. Choc kto wie, moze podchodzac blizej ukazaloby sie jakies dostepne wejscie w kamienny labirynt. Niestety jest to dosyc daleko i nie udaje nam sie zwiedzic dokladniej tego miejsca.
Schodzimy ze skał juz sporo po zachodzie słonca.
W Goris szukamy jakiejs knajpy. Znajdujemy jedna.
W piwnicy znajduje sie wielka sala jadalna, z sufitem wspartym na rozlozystych grubych pniach drzew.
Wspolbiesiadujacy z innych stolikow, obsluga i wystroj robia wrazenie jakby lubil tu bywac, jadać i załatwiac interesy lokalny "kryminalnyj krug". Pojęcie to trafilo do naszego slownika po podrozy taksowka z Garnikiem, z Sewanvanku do Airivanku. Podczas jazdy kilkakrotnie leciala z radia piosenka:
http://www.youtube.com/watch?v=oKrv2uQBlWI
Od tego czasu wlasnie tym terminem okreslamy w Armenii pewna grupe spoleczna
Mamy troche obawy ze jak przyniosa nam rachunek w owej knajpie to wszyscy kolektywnie zejdziemy na serce. Wprawdzie pytamy kelnerki o cene zamowionych szaszlykow, ale do tego dochodza rozne przystawki, sałatki, napoje. Zarcie jest bardzo smaczne.
O dziwo ceny sa tu calkiem przystepne
Rano mąż Nadii zawozi nas niwa do Khndzoresk, do ruin kolejnego skalnego miasta. Z miejsca gdzie wysiadamy z auta wydaje ono calkiem male.
Włoczymy sie miedzy basztami, iglicami, skalnymi bramami i tajnymi przejsciami, z ktorych czesc jest chyba uzywana.
Przejscia sa czasem poprzegradzane jakimis grubymi zardzewialymi blachami, ktore wygladaja jak pozostalosci wrakow rozbitych samolotow
W niektorych jaskiniach cielęta kryja sie przed upałem albo pokwikuja zamkniete szczelnie prosieta. Widac gdzieniegdzie doprowadzaona wode, sterty gnojowki, pustaki czy porzucone w pospiechu na srodku drogi taczki.
Nieopodal jest tez malutki kosciolek o dachu poroslym trawa, bardzo zdobionych odrzwiach i wnetrzu przesiaknietym zapachem zgaslych swiec.
![]()



Odpowiedz z cytatem