Postanawiamy zwiedzac jaskinie na raty. Nie bardzo da sie tam isc z plecakami. Ktos musi zostac pilnowac calego majdanu.. Ja i toperz idziemy zwiedzac pierwsi.
Czepiajac sie korzeni, gałęzi i stalowej liny zlazimy po skale w dol. Jest tez kawalek drabinki. No to pierwsza w zyciu ferrata zaliczona
Skaly wygladaja tu jak zastygla w sekundzie lawa. Zatrzymala sie, skamieniala, ale jakby kiedys znow miala poplynac dalej...
Nizej znow jest kilka cieplych basenikow, tym razem juz utworzonych naturalnie. Ze skal zwieszaja sie pnacza. Zewszad wyplywaja cieple wodospady
Dnem kanionu, po sporych głazach wali spieniony potok. Zgodnie z poradami Pawła i Nadii trzeba wlezc do niego i dalej isc brod. Potok jest lodowaty.
Kawalek dalej widac wlot do jaskini skad wyplywa potoczek. Cieplutki!
Skaczemy po kamieniach, wpadamy w głebokie buniory, przepelzamy przez naniesione przez rzeke kłody.
![]()



Odpowiedz z cytatem