W sobote cala czereda podaza na ognisko na jednej z polan wsrod gor. W kotle gotuje sie herbata a rozmiar gara z pulpa odpowiada łącznej objetosci glodnych brzuchow oczekujacych na zarcie.











Cala zebrana ferajna ma okazje poobserwowac tez starodawne techniki rozpalania ognia z wykorzystaniem krzesiw, odpowiednio utoczonych patykow czy "zagielkow" z wykorzystaniem rzemienia. Obecne sa tez oczywiscie rozne hubki i inne latwopalne formacje roslinne (np. porosty podobne do tych ktore zaczynaja bujnie porastac skodusie )
















Jako ze pogoda nie sprzyja dlugiemu przebywaniu na dworze (wieje i wszedzie lezy to biale paskudztwo..) wracamy do cieplej chatki.







Wedrujac szlakiem beskidzkiej architektury drewnianej rowniez tego obiektu nie mozna pominac obojetnie.








W okolicy mozna tez spotkac kilka tajemniczych, zamaskowanych postaci ktorych zapewne nikt nie rozpozna.





W niedziele dlugo spimy, na tyle ze jemy obiad bez sniadania u naszej zaprzyjaznionej gospodyni, odkopujemy skodusie i smutny czas powrotow....

wiecej
https://picasaweb.google.com/1122023...a_po_rumunsku#