Ciekawy dla mnie temat. Co prawda nie będzie mnie w sylwestra, ale wybieram się na trzech króli. Ostatni raz w Bieszczadach zimą byłem w 2006 roku, w lutym. Plan był taki, żeby ruszając zielonym szlakiem od drogi łączącej Lutowisko z UG, przejść przez Bukowe Berdo na Tarnicę i zejść do Wołosatego. Mieliśmy na to 2,5 dnia, co wydawało się realistycznym założeniem. Ruszyliśmy we trójkę około 12:00 lub 13:00 i po 2-3 godzinach mozolnego podejścia w głębokim śniegu rozbiliśmy namiot w lesie. Następnego dnia udało nam się wyjść z lasu i wejść na grań. Tam mocno wiało i była bardzo słaba widoczność - tzw. łajtałt. Doszliśmy tego dnia gdzieś w okolice Krzemienia i tam zaczęliśmy błądzić. Mieliśmy mapę i kompas, ale już nie mieliśmy GPS-a. Na Tarnicę nie trafiliśmy i po południu rozbiliśmy się gdzieś pod granią. Rano warunki takie same jak dnia poprzedniego, a nasze morale już mocno osłabione. Po krótkiej naradzie postanowiliśmy, że wracamy. W jakieś 5 godzin wróciliśmy się granią do lasu i dalej po własnych śladach do drogi. Złapaliśmy stopa do UG, gdzie zjedliśmy kolacyjkę, przespali się i następnego ranka powrót do domu.

Patrząc z perspektywy, to był to fajny wyjazd, tylko szkoda, że nie mieliśmy GPS-a, to pewnie udało by się zrealizować plan. Tym razem jadę "uzbrojony" w GPS i w skitury i mam nadzieję na jakąś ciekawą wycieczkę. Góry zimą są piękne i już od jakiegoś czasu myślę o tym jaką tu "metodę" zastosować, żeby po nich efektywnie podróżować o tej porze roku. Zobaczymy jak pójdzie tym razem. Jak wrócę, to na pewno podzielę się wrażeniami na forum.