Sylwester i cały pobyt był bardzo rodzinny. Pierwszy raz spędzałem Sylwestra z dziećmi i to właśnie obecność dzieci, wg mnie, w największym stopniu wpływała na rodzinną atmosferę.
Był to też pierwszy Sylwester w "nowych" Prełukach - analogie do "Sylwestra na wylewce" w pobliskim schronisku nad Smolnikiem oczywiste - powspominaliśmy oczywiście.
Stefanek, mój 8-lerni bratanek (w Prełukach dowiedział się o istnieniu forum i czyta ten wątek!), z którym często podróżuję, zna większość najfajniejszych miejsc noclegowych w regionie; np. Balnica, Łupków, Wisłoczek, Jasiel, no i ulubiona przez Stefanka Kalnica ( "U Oli" i Michała).
No i Kalnica, ta koło Jaworca, została zdetronizowana!
A do Kalnicy właśnie się wybieraliśmy 29-go, a do Prełuk mieliśmy wpaść w odwiedziny w drodze powrotnej, no ewentualnie na jeden nocleg. Okazało się, że w Kalnicy jest już ekipa Sylwestrowa i nie ma miejsca, więc na ten jeden nocleg wybraliśmy się do Prełuk, wyrównaliśmy wcześniej jeszcze tylko porachunki z Połoniną Wetlińską.
Bardzo ciężko się wyjeżdża z Prełuk, więc zostaliśmy na jeszcze jeden nocleg i teraz mieliśmy wracać w Sylwestrowe popołudnie.
Wymyśliliśmy sobie, że pojedziemy jeszcze na zakupy Sylwestrowe do Komańczy, kupimy szampana dla dzieci, wrócimy do Prełuk i pożegnamy się symboliczną lampką szampana z gospodarzami.
Wyprawa do sklepu, to nie była zwykła wyprawa - to była wyprawa Żukiem!


Dwoje dzieci, trzy psy, czworo dorosłych i Żuk - to dopiero przedsięwzięcie! Trzęsło jak na Uazie, albo na gruzawiku - super!


Okazało się, że szampana dla dzieci nie było, ale jeden z naszych gospodarzy, Igorek, wyczarował jakoś tego szampana.
Czekaliśmy sobie spokojnie pod sklepem na to aż skończą Sylwestrowe zakupy, czekaliśmy w nieświadomości, że plan naszego powrotu do domu właśnie się sypie, bo w międzyczasie gospodarze się w sklepie ugadali, że zaproszą nas na Sylwestra.
Oczywiście rezygnacja z takiego zaproszenia byłaby grzechem ciężkim.
Możliwe, że w najbliższy weekend będziemy próbować rewanżować się za gościnę.
Jeśli chodzi o jakieś wędrowanie, to przez trzy dni nie ruszyliśmy się z Prełuk, udał się tylko spacer prawym brzegiem Osławy (jakieś kilkadziesiąt minut) wzdłuż ruin dawnych zabudowań i krzyży. Zaintrygował mnie szczególnie jeden:

"Anna Czuwa
1936"
Nie sposób się dzisiaj dowiedzieć jakaż to była historia pani Anny, która dożyła swych dni w Prełukach,
a może ta Anna cały czas czuwa nad Prełukami?..
A Bunia czuwała, by nas wilcy nie napadli, bo tropy jakieś były na drodze starej.

Podczas najbliższego pobytu planujemy poznać lewobrzeżne Prełuki, ale to też spacer na kilkadziesiąt minut, więc nie wiadomo, czy w dwa dni damy radę.. chata działa jak magnes.