Jak widzę liczba gości przekroczyła już pojemność obu pokoi na górze. A może ktoś po prostu wolał spać na dole?

Ja tymczasem w coraz przyjemniej grzejącym słońcu



(i coraz mniej przyjemnym tłoku) przeskoczyłem Smerek i zacząłem schodzić tym kawałkiem czerwonego szlaku,



który w Bieszczadach odwiedzam prawie najrzadziej. Nie będę stawał z Wojtkiem w konkury, bo ostatni raz byłem tam tylko 10 lat temu A potem był ten sam sklep co dzień wcześniej o poranku, i znów drożdżówka, a potem autobus i koniec Wysokich Bieszczadów na tej wycieczce. Ale nie koniec Bieszczadów w ogóle! Zanim jednak powędruję dalej zaczekam i zobaczę co tam u Wojtka słychać