Od poczatku wyjazdu do Armenii nastawiamy sie aby zjesc gdzies raki. Najwieksze nadzieje na takowy posilek mamy nad jeziorem Sewan, jednak tam znalezienie jakiejkolwiek knajpy graniczy z cudem. Taksowkarz z Sewanvanku, Garnik, mowi nam ze to potwornie drogie danie...Drogie, trudno dostepne- raki wiec poszly w zapomnienie.
Na chwile przypomnialy sie przy szosie kolo Noratus, gdy łapiac stopa rzuca sie nam w oczy hałda odpadow w rowie
I nagle dzis, gdy siedzimy w naszej ulubionej erewanskiej knajpce bez nazwy, babka sie nas pyta czy moze mamy ochote rakow pokosztowac. I to zupelnie za darmo! Pewnie ze mamy ochote!
Danie rzeczywiscie bardzo smaczne, ale malo sycace.
Nie tylko nam raki posmakowaly!
Pozniej jeszcze w jednej z knajpek przy dworcu autobusowym widzimy akwarium. Acz nie jest to element dekoracyjny wnetrza- mozna chyba sobie ulowic i dac obsludze do przyrzadzenia.
CDN


Odpowiedz z cytatem