No więc jak już się wdrapaliśmy na tę płaską górkę co ma poziomice dość gęsto poukładane (a w niektórych kręgach bywa nazywana najdzikszym grzbietem Bieszczadów) chwilę z radości po niej połaziliśmy



po czym kameralną, leśną ścieżką



zeszliśmy w dolinę. I ponieważ zaczęło padać postanowiliśmy udać się na obiad do baru... a właściwie BARRu. Niestety, BARR wzięty. Zamknięty znaczy. Nie pozostało nam nic innego niż podgrzać sobie gołąbki ze słoika zakupione w pobliskim sklepie.



Obiad kosztował nas ok 4zł na głowę. Nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło