Od ruin nad Sanem prosto przez krzaki wdrapaliśmy się na Ryli i już po zmroku dotarliśmy na nocleg.

Przez całą noc deszcz zawzięcie łomotał o dach, na szczęście rano, na kwadrans przed wyjściem, trochę się uspokoiło. Nawet udało się z daleka rzucić okiem na cerkiew


i na całą dolinę.


A potem kawałek stokówką i przez las,


w coraz mocniejszym deszczu (zdjęć niestety brak), dotarliśmy do zielonego szlaku i zeszliśmy do Jaworzca. A potem asfaltem do Kalnicy i w kierunku Smerka. Może ze dwa kilometry przed Niedźwiadkiem zgarnął nas autem kolega i jeszcze za dnia zasiedliśmy przed mega-kotletami. Ależ to była uczta