Zawsze rozpalałem swoją na "niegrzeczny"sposób. Tylko potem trzeba z głową pilnować i w razie potrzeby przykręcić płomień, a nie pozwolić się rozhulać. Ambitni i spragnieni rekordu szybkości doprowadzali do otwarcia zaworka bezpieczeństwa (w korku). Pojawiał się wtedy ponad półmetrowej długości pióropusz ognia. Widowiskowo, ale trochę niebezpiecznie. Gorzej, jak się zaworek nie otworzył. Ale to już wypadki z gatunku Darwina.
Wynalazkami paliłem kilka razy, zawsze dość skutecznie, ale potem dużo roboty z czyszczeniem. Po denaturacie zostało sporo wody w zbiorniczku. Po rozpuszczalniku skrzypiało jak potępieniec (kalafonia?), Po mieszance do piły (z olejem) kopciła. Najlepiej sprawdzała się na benzynie obojętnej jakości. Od "Pb86" (już wyszła z użycia) do ekstrakcyjnej. Ostatnia mniej śmierdzi.


Odpowiedz z cytatem
