moja się nazywała "Granat", paliliśmy w niej także etyliną - tęsknię za nią i szukam jej po domu od jakiegoś czasu (mam nadzieję, że nie została wyrzucona z powodu uszczelek).
Pamiętam, jakież było moje zdziwienie, gdy okazało się, że tym całym gazem nie mogę kubka wody zagotować..
albo gdy mi się popsuło na Świdowcu - znajomi nie wierzyli, że to się może popsuć, bo w tym nie ma nic do psucia niby..
Bywało, że nosiłem karimatę tylko po to, by mieć osłonę przeciwwiatrową dla blueta renomowanej firmy na C.