Mam trochę inne zdanie. Po pierwsze dwa słowa wyjasnienia: skąd dane o spadku obrotów o 40%? Trochę to dziwi, bo liczba turystów rosnie, a obroty spadają o prawie połowę? Chyba, że piszesz obrót, a masz na mysli zysk.
Po drugie, ja bym troche staranniej dobierał słowa, bo na razie to wywnioskowałem, że nie-dzierżawcy i nie płacący zus to nieuczciwa konkurencja - w domysle: złodzieje. Jak ktoś ma swoje (większość) to nie płaci dzierżawy, jak ktoś jst zatrudniony gdzie indziej to nie płaci zus, bo ten płaci się tylko z pierszego tytułu, lub może ma zwolnienia z innego powodu - trudno, ale jaka to nieuczciwa konkurencja.
>I proszę nie myśleć,że dzięki temu ceny noclegów są u nich niższe.Wielu tak >zwanych usługodawców idzie po najmniejszej linii oporu.
I to jest właśnie "urawniłowka" o ktorej pisałem w "aktualnościach", 16.06:
Drogo w Bieszczadach ,
zjawisko bardzo negatywne, świadczące o tym, że wiekszosć gospodarstw (nie mówię o dzierżawcach - dla mnie jest zrozumiałe, że oni mają zazwyczaj najwyższe koszty i ceny moga-muszą tu być wyższe, jest to uzasadnione) nie przeprowadza żadnej kalkulacji. Cena noclegu wynika z cen sąsiadów, kolegów, itp - nie ma nic wspólnego z rzeczywistymi kosztami i rachunkiem ekonomicznym - kto sie zresztą (chce) wychyli.
>Który turysta po zejściu z gór będzie czekał na ciepłą wodę do 19?
Racja, po pierwsze mamy rok 2003, nawet w Bieszczadach, po drugie turysta tzw. plecakowy coraz częściej rezygnuje z drogich noclegów w schroniskach, świadczą o tym zresztą coraz częstsze pytania o tanie noclegi. Tanie, jak rozumiem w granicach 10zł.
Nadal podtrzymuję zdanie, że tam popyt przewyższa podaż i to jest główna przyczyna. Fakt, że sezon jest krótki, ale zazwyczaj jeszcze krótszy jest na Mazurach, czy nad morzem, podobny w Sudetach czy Beskidach.
Jak czytam, również miejscowi dostrzegają silny rozwój turystyki w Bieszczadach (a nie przyhamowanie zjawiska), ale wiedzą równiez ile to kosztuje o czym świadczy fragment artykułu J.Demela - ze szczególnym akcentem na ostatnie zdanie... :
"Rok po roku coraz wyraźniej widać jak turystyka staje się bieszczadzką specjalnością. Na pierwszy już rzut oka dostrzega się rozsypane praktycznie po wszystkich wioskach agroturystyczne gospodarstwa, wielkie kompleksy Polańczyka i Soliny, bieszczadzką ciuchcię i białą flotę. Znawca tematu dorzuci jeszcze prywatne pensjonaty, zakładowe ośrodki wczasowe, sieć schronisk PTTK. Ale dopiero mieszkaniec Bieszczadów doceni rozkwit regionu w czas wakacyjnego wypoczynku. Ten sąsiad kramik z pamiątkami otwiera, tamten budkę z zapiekankami ustawia, inny busa uruchamia i pasażerów łowi. Ktoś wziął w dzierżawę parking, ktoś złapał robotę w sennej poza sezonem kawiarence, ktoś inny...
Potężnieje bieszczadzka baza turystyczna, rozwija się infrastruktura, pęcznieje wianuszek ludzi żyjących z turystyki. Nowoczesność śmiało wkracza w sferę organizacji, doskonale ją widać w mechanizmach promocji, w konkurencyjnych ofertach biur podróży, w pajęczynie internetu, który staje się narzędziem porozumienia w układzie usługodawca-usługobiorca. Ślepe przyjazdy, tułanie się od przypadkowo zdobytego adresu pod inny adres, gdzie być może są wolne miejsca, należy już do przeszłości. Biura podróży, lokalne centra informacji turystycznej swoje letnie zadanie wykonały już na przełomie zimy i wiosny. Nasyciły internetowe strony pełnym zbiorem danych, odpowiedziały na setki maili i faksów, do telefonicznej słuchawki przez szereg miesięcy chrypiały zdartym z przemęczenia głosem sekrety udanego urlopu. Kto się zdecydował, kto się dał skusić, zabiera się teraz za konsumpcję bieszczadzkich atrakcji. Spóźnialscy, ci dotąd niezdecydowani, też mogą spróbować. Wystarczy worek z pieniędzmi do bagażnika załadować i hajże na Bieszczady."
Pozdrawiam


Odpowiedz z cytatem