Proponuję, zgodnie z zasadami panującymi w Usenecie zrezygnować z formy per "pan", czyli trzymać sie reguł panujących w tym zakresie na forach czy grupach dyskusyjnych. Jak przyjadę kiedys do UG, to będziemy sobie "panować", bez obaw :)
Ceny u niektórych dzierżawców są wyższe - zalezy do czego porównujemy. Wyższe sa np. niz w wielu gospodarstwach agroturystycznych, lub takich które się za takie uważają - bo aby "być" gospodarstwem agro, tez trzeba spełniac okreslone wymagania.
Jedyne czego życzyłbym sobie, to to, aby ceny były zróżnicowane, a przede wszystkim adekwatne do warunków pobytu. Niech sobie będą noclegi po 150zł doba, ale niech tez będa po 10 i 15zł, a zapewniam, że jest sporo miejsc, które nie są warte nawet tej kwoty - i to oni głównie psują opinię. Niech rodzina, na którą się tam czeka ma jakis wybór, niech wreszcie przestanie płacić za "Bieszczady", tylko niech płaci za to co otrzymuje. Czy mogłoby być więcej całych rodzin na wypoczynku w Bieszczadach? Mogłoby, tyle że rachunek jest prosty dla przeciętnie lub nawet nieźle sytuowanej rodziny, która zazwyczaj nie ma wyboru, bo gdzie się nie ruszy to zapłaci te same pieniądze.
Proszę bardzo: 4 osobowa rodzina * 25zł doba za nocleg + 4*30zł za wyzywienie, daje nam 220zł/doba. Przyjezdzając na marne dwa tygodnie urlopu, daje nam to 3080zł. Do tego paliwo, oraz drobne wydatki, bez szastania = 4000zł. Mało?
Jeśli będą chcieli pojeździć konno, kolejką, statkiem po jeziorze wyjdzie jeszcze więcej.
To samo w domku: 150zł barłogi + 120zł koryto = 270zł/doba = 3780zł/14dni. Paliwo i "cukierki", razem nie wystarczy 4500zł.
I dlatego mało kto w ten sposób tam wypoczywa - albo jest krócej, albo sam pichci jedzenie, albo szuka innych oszczędności, więc nie ma się co dziwić, że ludzi jest nie tyle ileby się chciało.

"Plecaki". Ci juz dawno "olali" Bieszczady. Po pierwsze, taki maniak-plecakowiec jakich ja pamietam, pieczołowicie przez 2 tygodnie pakuje plecak, odlicza każdą złotówkę na paprykarz szczeciński i herbatkę, które to pakuje w plecak, więc i tak nie ma co liczyć, że kupi na miejscu, a w skrajnych przypadkach waży z dokładnością do dkg swój ukochany plecaczek, po czym zamienia pastę do zębów 125ml, na 75ml, bo przekroczył limit wagi o 100g. To człowiek samowystarczalny w górach, dla którego najwiekszym obciążeniem stały się noclegi w DROGICH schroniskach. Dlatego albo nosi namiot i spi na dziko, albo poszuka jakiejś wiaty, albo prześpi się w stodole za 3zł, itp. Po drugie dla niego w Bieszczadach jest za ciasno, dlatego jeździ w Bieszczady Wschodnie, gdzie jest bardziej dziko i znacznie taniej. Chociaż ostatnio "plecaki" mówią, że Wschodnie to juz pomału Marszałkowska, szczególnie w rejonie Howerli, więc jadą jeszcze dalej: Czarnohora, Świdowiec, Gorgany. Ma tam święty spokój i nie ryzykuje, że zostanie zbluzgany jak poprosi w schronisku o wrzątek.
Dlaczego młodzi nie jeżdzą z plecakami - ano może dlatego, że czasy się zmieniły i nie ma co wspominać z rozrzewieniem, że taki to nie chce łazienki, itp. Sek w tym, że dziś taki własnie stawia na łazienkę w pokoju... To se ne vrati