Najważniejsze, że dotarliśmy do podszczytowych polan Wielkiego Beskidu i w końcu mogliśmy rozkulbaczyć i zadać sobie obroku.
Ale nim to nastąpiło, zdobyliśmy szczyt Plaszy (tak się owa góra nazywa na jedynie słusznej mapie, ale mimo, iż zowie się Plasza a nie Płasza, to potok z niej spływający nosi nazwę Płaszynir a nie Plaszynir – i się wcale, to a wcale nie czepiam (no może kapkę:)), jestem jeno ciekaw skąd taki brak konsekwencji? Chyba muszę jakoś się z Panem Wojtkiem spotkać i trochę pomęczyć go pytaniami...) Wróćmy jednak na Plaszo-Płaszę, z której doskonale było widać naszą dotychczasową drogę od miejsca startu (ta mała, biała plama po lewej na dole), przez Kruhlaka/Okrąglik i Szczawnik (w tle z Hyrlatą, Wysokim Działem i Jasłem):
hranica10.jpg
Niestety już na podejściu pod szczyt tej pięknej góry, próbując dognać pędzące towarzystwo:
hranica11.jpg
„Coś we mnie drgnęło, coś się zmieniło” („O Ela” – Chłopcy z placu broni). Kacenjamer osunął się z czaszki wprost na pachwinę prawej nogi i zaczął kąsać, szarpać i rwać, mać! Wiedziałem, że już tylko kawałeczek do popasu, więc się nie przyznawałem i tylko zatrzymywałem się częściej niby to fotografując wszystko dokoła. A dokoła rozpościerało się cudnie, a to Paportna, Rawki i Tarnica:
hranica12.jpg
a to Smerek, Wetlińska i Caryńska:
hranica13.jpg
a to w końcu dzisiejszy cel wędrówki, Połoniny Wielkiego Beskidu z Lutańską Holicą i Połoniną Równą w tle:
hranica14.jpg
Może nie chyżo, ale jeszcze w miarę sprawnie doczłapałem na miejsce i dostałem przydział do jednoosobowej kompanii przygotowującej drewno na ognisko. Płakał nie będę! Zacisnąłem zęby, wziąłem w garść się i moją ulubioną piłę z Lidla i ciągnąc za sobą nogę jak kuśtykający w „Allo, allo” oficer gestapo „Herr Otto Flick” urządziłem blitzkrieg, uderzając naraz z różnych stron na niczego się niespodziewającą linię lasu (Leuthen chyba byłby ze mnie dumny).
W tym czasie reszta oddziału rozstawiała nasz wigwam i zamieniała biały, zimny puch śnieżny na gorący czaj. Zbyt wiele ruchu chyba przy tym nie mieli, więc:
Jak już niczym koń na zrywce, przyciągnąłem w wybrane miejsce stertę drewna to usłyszałem doping od strony namiotu:
I po co ty tak znosisz to drewno jak my zaraz włazimy do śpiworów!
Uuuuuuuu!!!...zawyłem jeszcze bardziej przejmująco (podobno bieszczadzkie wilki do tej pory nie mogą złapać równowagi psychicznej i biegają z podkulonymi ogonami jak pasmo graniczne długie i szerokie) niż poprzedniego wieczoru gdy wyśpiewywałem w schronisku refren tej znanej piosenki o tym, że zawirował świat! Uuuuuu!!!...zanurzyłem łeb w śniegu by dać czas i szansę na wygraną temu lepszemu wilkowi we mnie, bo gorszy już toczył pianę z pyska i wściekle szczerzył kły![]()



Odpowiedz z cytatem