Coś takiego mniej więcej chciałem napisać, znaczy jak Bartolomeo. Jeżdżę regularnie na Ukrainę od 1990 r. Po parę, a zdarzyło się paręnaście razy w roku. Nie tylko na cmentarze. Przepracowałem tam zawodowo 3 lata (sumując wyjazdy), w zeszłym roku byłem na Ukrainie 4 razy, w 2012 prawie miesiąc i jak widzę, że ktoś buduje swoje przekonania na podstawie informacji z internetu (dobieranie źródeł chciałbym pominąć, ale portal kresy.pl, zbyt często nie jest wiarygodnym źródłem, nie on jeden) to robi mi się słabo. Gdyby ktoś zapytał czy coś polecam, to odpowiadam tak: polecam pojechać, pobyć, pożyć, porozmawiać, poznać, a później dopiero formułować sądy. Recon1, ja Twoje obawy rozumiem, tak ogólnie, przynajmniej tak mi się wydaje, ale nie umiem ich podzielić, bo moje doświadczenia mówią co innego. Nie lubię pisać, wolę kamienie. Żałuję, że nie stać mnie na opisanie tych doświadczeń, może komuś pomogłyby nieco przychylniej popatrzyć na sąsiada...


