Wyjaśnię tylko, że mając na myśli zbrodnie, myślałem również o odwetowych akcjach polskiej samoobrony. Co do nabijania na pal to kurczę, robiliśmy to, choć już nie w wieku 20ym ani nawet 19ym, ale w wieku 17ym tak, min. z Kozakami na Ukrainie Zadnieprzańskiej (Jarema, Jarema!). Kobiety i dzieci tylko wypędzaliśmy przed spaleniem wsi. I takie wówczas były metody w całej Europie. Dobrze traktowano tylko tych, co mogli słono się wykupić. Potem się "ucywilizowaliśmy". I tu zgadzam się z Piotrem, niektórzy zrobili to wcześniej, inni później, a inni jeszcze do dziś nie. Nie będąc politykami możemy pozwolić sobie na nazywanie rzeczy po imieniu bez zaangażowania uczuciowego, nie zastanawiając się czy jest to politycznie poprawne czy nie. Z biegiem lat i wraz ze zniknięciem ludzi, którzy osobiście doświadczyli tej (i podobnych) gehenn i tak problem wygaśnie i przeniesie się w sferę czysto historyczną, jak rzeź Nocy świętego Bartłomieja we Francji, Polaków w Humaniu, Turków na Krymie, Ormian w Baku czy podobne.
Co wszystko nie znaczy, że nie możemy jużteraz pobratać się z Ukraińcami. Musimy to zrobić dla tych, co przyjdą po nas. Dla naszych dzieci.
sofron