Ja chcę zaznaczyć, że z wielką przyjemnością (jak zawsze do tej pory) będę uczestniczyć wirtualnie również w zbyszkowych "wycieczkach dublowanych", jeśli tylko Zbyszek będzie miał zapał do ich opisania. :)) A tak naprawdę to każdy z nas widzi Bieszczady po swojemu, więc i wycieczki nigdy takie same nie są, chociaż miejsca te same.
Coraz trudniej przychodzi mi zmobilizować się do „zapału”, aby opisać ostatni pobyt w Bieszczadach. Przyznaję, że był on wyjątkowo atrakcyjny, gdyż towarzystwo, z którym miałem przyjemność spędzić 16 dni, a z wyjątkowo sympatycznymi Przemkami, nawet 2.5 dnia
.
Pierwsza wycieczka na Chryszczatą przebiegała w malowniczym terenie wokół dawnej wsi Rabe, a jednym z istotnych elementów było poszukiwanie militarnych śladów po I WŚ.
01.jpg
Sama „atrakcyjność” pobytu w takim gronie, sprawia mi pewne kłopoty w szczegółowym opisie, gdyż było tego dość dużo, a pewne momenty mogą wywołać oburzenie u przeciwników palenia papierosów. Przerwy na odpoczynek były nader częste i przebiegały według stałego schematu. "Palimy i przy okazji odpoczywamy". Po dłuższym odpoczynku stwierdzam, no to idziemy dalej, jednak większość decyduje, nieeee jeszcze zapalimy.
02.jpg
Tak było również na podejściu na Chryszczatą, gdzie dodatkową atrakcją było towarzystwo dwupłciowe z dwoma agresywnymi (rozszczekanymi) pieskami. Z racji kolejnego odpoczynku wyprzedzili nas na jednym z bardziej ostrych podejść. Spotkaliśmy ich już na samym szczycie, gdzie właścicielka psów, wielce zestresowana, przemieszczała się dynamicznym krokiem po grzbiecie i gdy nas zobaczyła, z nadzieją w głosie zapytała, czy nie wiemy jak zejść do Jeziorka Bobrowego ?. Pieski zostały wyciszone, a my grzecznie udzieliliśmy wyczerpującej odpowiedzi.
03.jpg
Ostatecznie, pomimo zdecydowanej przewagi i tak byliśmy pierwsi przy jeziorku. W tym przypadku GPS wykazał swoją przewagę nad mapą oraz sztywnym trzymaniu się szlaku (słabo oznakowanego). Jednak muszę wyrazić swoje zdziwienie dotyczącym odczytu długości przebytej trasy przez dwa różne GPS-y. Mój wykazał 13,9 km, a drugi bardziej nowoczesny i bardziej elegancki w swojej czytelności o 2,5 km więcej. Dlaczego tak się stało ?, to nie potrafię odpowiedzieć. Myślę, że jedynie specjalista w tej branży, czyli Wojtek Pysz, mógłby coś mądrego na ten temat napisać.
A oto trasa naszej wspólnej wycieczki.
04Chryszczata.jpg
Podobnie wyglądała wycieczka w tym samym towarzystwie z Hoczwi przez Dziurdziów, Olchową, Miarki, Dział Dziurdziowski do Hoczwi.
05Miarki.jpg
Do Hoczwi podjechaliśmy samochodem, który budził zachwyt poszczególnych członków wycieczki.
06.jpg
W trakcie przemarszu po utwardzonej drodze asfaltem, należało lekko zboczyć w kierunku cerkwi w Dziurdziowie.
07.jpg
Natomiast po osiągnięciu wzniesienia Czekaj, ukazał się rozległy widok na południowy wschód, z przekaźnikami na Jaworze włącznie.
08.jpg
Po dotarciu do Olchowej, większością głosów, cmentarz został pominięty. Czego zbytnio nie żałowałem, gdyż już wcześniej miałem przyjemność go poznać. Natomiast oddalona o 200 m cerkiew, która jest obecnie w remoncie, wzbudziła zainteresowanie i zwarta grupą po częściowo wykoszonej łące, udaliśmy się w jej kierunku.
09.jpg
Ostatnio edytowane przez zbyszek1509 ; 22-07-2016 o 03:35
Gdy baba dzwoni do lekarza i mówi, że ją coś boli w biodrze, to lekarz może tylko współczuć. Żeby wydać diagnozę, babę trzeba obejrzeć a biodro pomacać;-)
Tak jest też z Twoim pytaniem. Podejrzewam, że ten nowoczesny przekłamywał na postojach - pomimo braku ruchu rejestrował zmianę pozycji i sumował to do przebytej drogi. A co to było, ten nowoczesny? Gdybyś podesłał obydwa ślady, dałoby się pewnie zrobić jakąś rzeczową diagnozę.
Jedynie co mogę na ten temat napisać, to był to smartfon z wgraną mapą Compassu. Na przesyłkę tego śladu czekam już ponad miesiąc i jak do chwili obecnej cisza. Mam nadzieję, że właściciel tego "pięknego cacka" po przeczytaniu tej relacji, zrealizuje swoją obietnicę. Dzięki za rzeczową diagnozę i myślę, że jest on wielce prawdopodobna, gdyż te postoje były dość częste.
Czas pokonania tych pętelek jak również średnia prędkość i ich długość były bardzo podobne.
Chryszczata 9:10 - 16:29, czyli 13,9 km w ciągu 6:19 godziny.
Miarki 9:07 - 15:08, czyli 14.8 km w ciągu 6 godzin.
Warto zaznaczyć, że druga pętelka to trasa o niewielkim zróżnicowaniu wysokości i można ją raczej zaliczyć do trasy rekreacyjnej.
Z ogromną nieśmiałością zaczynam pisać pierwsze słowa w tym miejscu z powodu maleńkości jaką czuję wobec innych tu piszących. Z wielką serdecznością chcę podziękować za wszelkie wpisy,opisy tras,zdjęcia itp. Dzięki nim mogę tam być i wracać po wielokroć(wirtualnie niestety). Tylko ta tęsknota tak mnie dusi,tak wyje do tamtych miejsc, jak wilk do księżyca.
Moja przygoda z Bieszczadami zaczęła się b.dawno, jako 18 letni harcerz obozowałem w Suchych Rzekach, ale niestety nie wędrowaliśmy nigdzie poza jednym wyjściem we mgle na Smerek. Ale obiecałem sobie,że wrócę,wrócę i zrealizuję marzenia o wędrówkach. Ale czas szybko upływał,życie docisnęło mnie kolanem do ziemi i tak minęło wiele lat. Ale chcieć to móc i w końcu udało się - JADĘ W BIESZCZADY!!!
Po 25 latach wróciłem. Z ogromną obawą czy nie rzucam się z motyką na księżyc- kręgosłup szwankuje,kondycja też słabiutka, bałem się- mówię szczerze.
Dojechaliśmy do Wołosatego i pewnie wszystkim znaną trasą: Przełęcz Bukowska-Halicz-Rozsypaniec-Tarnica-Szeroki Wierch-Ustrzyki
Pózniej była Caryńska we mgle i Wetlińska z noclegiem i niesamowitym spotkaniem z jeleniami pod schroniskiem o wschodzie słońca.
Trzy dni minęły szybko-za szybko
Plecaki ciążyły(stary druh na aluminiowym stelażu),nogi bolały,serce łomotało, ale każdy krok,każdy oddech cieszył,że TU jestem,że wróciłem.
Niejednokrotnie na popasie łza kręciła się w oku z radości i podziwu dla widoków.
Może ktoś powie"ale banał-Tarnica,Wetlińska,Caryńska", ale po tylu latach czekania na TEN wyjazd,to była dla mnie spełniona wyprawa życia.
I stało się - powiedziałem sobie,że będę tu wracał,ale już częściej.To był początek lipca, teraz szykuję się na ostatni tydzień września, prawdopodobnie sam ,bo wszyscy już po urlopach ,ale teraz już nic mnie nie powstrzyma,teraz wreszcie będę tam wracał.
Póki co poodwiedzam wszystkim znane miejsca według "przewodnikowych tras", ale mam nadzieję,że kiedyś wespnę się na wyżyny "chaszczowania" jak między innymi Zbyszek1509,przed którym chylę czoła, a przede wszystkim dziękuję za wspaniałe relacje z wypraw i przygotowane propozycje wędrówek. Karmię się nimi nieustannie, a im więcej ich pochłaniam,tym większy rodzi się głód, który już wkrótce mam nadzieję chociaż częściowo nasycić.
Aktualnie 2 użytkownik(ów) przegląda ten wątek. (0 zarejestrowany(ch) oraz 2 gości)