Z przyjemnością obejrzałam raz i z przyjemnością obejrzę po raz kolejny :)
Z przyjemnością obejrzałam raz i z przyjemnością obejrzę po raz kolejny :)
Zbyszku! wielkie dzięki, poprawiłeś mi nastrój. Do zobaczyska na szlaku. Zbyszek.
To wrzucę taki mały „okruszek”, jak to rzekł don Enrico, dla tych co lubią lato spędzać w górach, a szczególnie dla tych, którzy preferują pobyt w Bieszczadach w innych porach roku. Dawno temu, Recon wspomniał o małej górce zwanej Hrunek, której nazwa nie załapała się na większości map bieszczadzkich. Słoneczna niedziela, nie zachęcała do jakiegoś tam odpoczynku po przyjeździe do stałego miejsca zakwaterowania, lecz mobilizowała do małego rozruchu, który okazał się zdecydowanie dłuższy od planowanego. Po sprawnym powitaniu i pobieżnym rozpakowaniu udałem się na azymut 235, aby po pierwszym kilometrze odbić w prawo i zagłębić się w ciemny leśny korytarz prowadzący pod górę.
02.jpg
Przez chwilę zerknąłem na coraz mniej widoczny kamieniołom, a z nowej tablicy, autorstwa Nadleśnictwa Baligród, dowiedziałem się jakie to fliszowe ciekawostki można spotkać w okolicy. Dawna droga zrywkowa na Kamienną, po ok. 430 m doprowadziła mnie do skrzyżowania ze ścieżką prowadzącą w kierunku Hrunka.
03.jpg
Po dalszych 100 m po prawej stronie, pojawił się "tajemniczy" Hrunek. Pomimo pewnego zachaszczenia, nie mogłem sobie odmówić zobaczenia go z bliska. Dalej pojawiały się tajemne znaki na drzewach i prowadziły w kierunku zgodnym ze ścieżką na mapie.
04.jpg
Gdy wysoki drzewostan ustąpił temu niższemu, pojawiła się wydeptana ścieżka, która bardziej przypominała, ścieżkę zwierzęcą.
05.jpg
Będąc na tym etapie trasy, oczekiwałem chociaż nikłych śladów ścieżki prowadzącej w kierunku Markowej Kiczery. Niestety, ale w zamian pojawiły się jedynie, nawet świeże i w dużej ilości, pozostałości po obecności niedźwiedzia i co prawda krótkotrwały, ale intensywny charakterystyczny smrodek. Pozostało mi jedynie w takiej chwili uruchomić swoje struny głosowe i kostur do ogłoszenia swojej obecności na tym terenie. Zrobiłem to na tyle skutecznie, że ewentualny niedźwiadek, zrezygnował z mojego towarzystwa. I niech tak zostanie.
W związku na zaistniałą sytuacją, nastąpiła zmiana kierunku marszu na Huczek. A dobrze widoczna ścieżka na mapie,
grała ze mną w pewnych chwilach w chowanego. Gdy już przebiłem się przez Przeniczyska i doszedłem do jasnego wielokąta zaznaczonego na mapie, otworzył się przede mną wspaniały widok ukwieconej łąki z myśliwską „twierdzą” w tle.
06.jpg
Oczywiście wzbudziła ona moje zainteresowanie i do niej podszedłem, ale gdy rozejrzałem się wtedy wokół, to widok dosłownie zaparł mi dech w piersiach. Przez kilkadziesiąt minut patrzyłem i lokalizowałem poszczególne wzniesienia. A że komórka miała dobry zasięg, to mogłem również podzielić się tą radością ze znajomymi.
07.jpg
Nawet słynny „wieloryb” był doskonale widoczny, a jego „oko” czytelne.
08.jpg
Przebywając w tych okolicach pieszo lub konno w/g tak oznakowanego szlaku …
09.jpg
… można dotrzeć do tego miejsca widokowego idąc zarówno z kierunku Huczwic jak i Kiełczawy. W odległości ok. 430 m na południe znajduje się, już bardziej znane, ale równie piękne miejsce widokowe.
10.jpg
Powrót znaną stokówką do „Wisanu” już nie wywoływał skoków adrenaliny, pewnie dzienny limit został wyczerpany.
Zaliczona pętelka zamknęła się długością trasy 11,4 km w czasie 4:22 godz.
01Trasa.jpg
Ostatnio edytowane przez zbyszek1509 ; 16-07-2017 o 19:18
Tam gdzie Pszeniczyska - można trafić ( na) żubry.
Realizację szczególnie tej jednej, z kilku jesiennych wycieczek, poprzedziła szczegółowa penetracja terenu przy pomocy Google Earth oraz Geoportalu. Ten ostatni jest bardziej czytelny i aktualny. Wybrany teren był dla mnie jeszcze nieznany, więc brak znajomości miejsca zaparkowania i ewentualne utrudnienia, mogły wprawić później w zakłopotanie, którego i tak nie ustrzegłem się w pełni. Konkretnym celem była góra Mosty w okolicy Łodyny na wschód od Ustrzyk D. Zaparkowałem na parkingu obok kościoła http://www.kosciolydrewniane.pl/page...ne/lodyna.html i poszedłem ładnie opracowaną i opisaną trasą Ekomuzeum „Hołe”. Przeszedłem obok przydrożnej kapliczki, miejsca gdzie kiedyś przebiegała granica PRL i ZSRR oraz cerkwiska.
01.jpg 02.jpg 03.jpg
I tu nastąpiła mała konsternacja, niby za cerkwiskiem znajduje się drogowskaz niebieskiego szlaku, ale kierunek, który wskazuje nie zachęca do przedzierania się przez chaszcze. A tym bardziej, że szlak naniesiony na mapę, sugerował mi jeszcze kilkadziesiąt metrów marszu po asfalcie. I tak idąc sobie wolno, rozglądałem się za możliwością odbicia w prawo. Na szczęście trafił się dobry człowiek siedzący na ciągniku i pozwolił mi przejść przez swoje gospodarstwo, abym wszedł po kilkuset metrach, na właściwą trasę.
A z jego łąki rozpościerał się taki widoczek.
04.jpg
Natomiast, gdy spojrzałem do tyłu, zobaczyłem Ostry Dział zachęcający do spacerów.
05.jpg
Zalesiony teren już nie był taki urokliwy, gdyż błoto i słabo oznakowany niebieski szlak, wielokrotnie wprawiał w zakłopotanie, a wiązanki „polskich kwiatów”, przynosiły jedynie psychiczną ulgę.
06.jpg
Ale zgodnie ze słowami piosenki „Nic nie może wiecznie trwać”, dotarłem na szczyt Mosty i tu spędziłem dobre kilkadziesiąt minut, gdyż moim oczom ukazał się taki widoczek.
07.jpg
Trochę szerszy kąt widzenia.
08.jpg
I bardziej w prawo.
09.jpg
Dalsza trasa grzbietem, to już sam miód dla duszy i oka.
10.jpg
Idąc spacerkiem po grzbiecie tego wzniesienia, wypatrzyłem w oddali „kiwaka” i to zadecydowało o zmianie trasy.
11.jpg
Postanowiłem przedrzeć się przez chaszcze i dojść do drogi, aby z bliska przyjrzeć się kopalni. Przy okazji wypłoszyłem stado kruków, które z groźnym krakaniem, zaczęły krążyć nad okolicą.
12.jpg
Jak się okazało, to kilkanaście (doliczyłem do 10 i dałem sobie spokój) maszyn pompowało ropę do indywidualnych zbiorników …
13.jpg 14.jpg
… a następnie gromadzona jest ona, w dwóch znacznie większych.
15.jpg
I ostatecznie transportowana cysternami napełnianym z takiego stanowiska.
16.jpg
Dalsza trasa to już spacerek po asfalcie, aby domknąć pętelkę i popatrzeć na historyczną zabudowę Łodyny.
17.jpg 18.jpg 19.jpg
Ostatecznie przeszedłem 12,5 km w czasie 4:31 godz.
Trasa.jpg
no tak, już widzę co straciłem, chociaż i mój listopadowy wyjazd uważam za udany jednak kolorki przez Ciebie ujęte obiektywem są zdecydowanie żywsze od tych, które ja widziałem. Dziwnym zbiegiem okoliczności Dzwiniacz znalazł się i na mojej liście na przyszły rok i pozwolę sobie podeprzeć się Toją mapką. Gratuluję wyjazdu i do zobaczenia na szlaku
A może, tak kilka dowodów byś zamieściłi podzielił się swoimi wrażeniami.
Następnego dnia, pogoda była wręcz upalna, więc wybrałem się ponownie na miejsce widokowe. Wypadło tym razem na kamieniołom w Bóbrce,
01.jpg
oraz podnóże pasma Berda w okolicach Zabrodzia.
02.jpg 03.jpg
Widok retortów, podczas wchodzenia na Koziniec, trochę mnie zdziwił, gdyż dawniej ich tu nie było. Natomiast, gdy obejrzałem pierwszy odcinek Watahy, zrozumiałem w jakim celu zostały tu ustawione.
04.jpg
A sceneria do filmowania i sesji zdjęciowych wspaniała.
05.jpg
Widok z najwyższego poziomu.
06.jpg
Gdy już się nasyciłem rozległym widokiem i zszedłem do samochodu, aby zmienić buty i jechać dalej do Zabrodzia, byłem świadkiem ciekawego kadru fotograficznego. Młoda para, po posesji zdjęciowej, wyłoniła się z kamieniołomu i wracała do samochodu. Natomiast ja, zdejmując buty, chwilami zerkałem w ich kierunku. Gdy już podeszli bliżej, zobaczyłem, że pan młody trzyma w ręku buty złotego koloru swojej wybranki, a ona z podwiniętą sukienką, boso zasuwa po kamieniach. Fotograf obwieszony sprzętem idzie obok. Natomiast mój aparat w bagażniku, a ja bezradny i bosy siedzę w samochodzie. Ujęcie tej sytuacji było konkursowe i jedyne w tej sesji, niepozowane. Jaki wniosek ?, nigdy nie rozstawać się z aparatem na odległość większą, niż zasięg ramienia. Bardzo niezadowolony ze swojej szybkości działania, pojechałem do Zabrodzia, aby rozładować chwilę depresji.
07.jpg 08.jpg
Wracając, przeszedłem przez mały lasek, a słoneczko puściło do mnie oko.
09.jpg
Swoją sesję zdjęciową tego dnia, zakończyłem na punkcie widokowym w Polańczyku.
10.jpg
Znowu Zbyszek daje kolejne inspiracje do nowych wędrówek. Przyjemnie się czyta.
Dzięki że znalazłeś trochę czasu i weny aby opisać je.
To jeszcze, ku pokrzepieniu serc urokiem jesiennych Bieszczadów, w ten smętny listopadowy wieczór, postaram się wrzucić kilka fotek. Planując ostatni wyjazd, skupiłem się przede wszystkim na wcześniej poznanych miejscach serwujących ciekawe widoki. Natomiast te, które są przez wszystkich znane i oblegane, odpuściłem. Prognozy meteorologiczne były przyjazne i podczas pierwszego tygodnia temperatura dochodziła do 25 stopni, a na słońcu i za wiatrem, nawet pewnie więcej. Jedyny mankament, który odbierał mi trochę radości, to nadwyżka promieni UV, skutecznie ograniczając dalekie widoki
. Na rozruszanie kości, zaplanowałem krótką trasę na Piekło i Dzidową. Pierwszy wzrokowy kontakt z Wisanem, już na samym początku, cieszył oko, chociaż Pohar kolorami już nie błyszczał.
01.jpg
Dzidowa i Piekło już były bardziej kolorowe, pomimo przesuwających się ciężkich chmur.
02.jpg
Natomiast samo Piekło, piekielnie urocze.
03.jpg
Podczas dalszej wędrówki na Dzidową, mijałem już miejsca pełne kolorów i słońca.
04.jpg 05.jpg 06.jpg
A po wdrapaniu się na szczyt Dzidowej, długi odpoczynek i pełna radość dla duszy.
07.jpg 08.jpg
Nawet Góry Słonne na zadymionym horyzoncie było widać.
09.jpg
Podczas schodzenia ze szczytu, słoneczko zakryły chmury, ale przez następne 5 dni, było tylko lepiej.
10.jpg
Ostatnio edytowane przez zbyszek1509 ; 19-11-2017 o 20:40
Aktualnie 1 użytkownik(ów) przegląda ten wątek. (0 zarejestrowany(ch) oraz 1 gości)