Sir Bazyl wywołał pewne pozytywne wspomnienia przypominając mi Wysoki Wierch. W połowie sierpnia 2010 r. otrzymałem wiadomość wielce radującą moją duszę, że od 1 września będę mógł jeszcze popracować. Czyli jesienne Bieszczady już nie wchodziły w rachubę:(. Pomyślałem sobie, że dobre i 10 dni aby przy dobrej pogodzie i sezonie chylącym się ku upadkowi, nacieszyć oko bieszczadzkimi atrakcjami. Po kilku bardziej lub mniej literacko wartościowych wyprawach, nastał dzień 22.08.2010r. i z długiej listy planowanych wycieczek, wybrałem jaskinie na Wysokim Wierchu.
01.jpg
Początek trasy już był wcześniej opanowany, ale sam szczyt i jego okolice jeszcze nieznane. Przedzieranie się przez zachaszczone podłoże zaowocowało przyjemnymi dla oka ciekawostkami, których uroku żadna fotografia nie jest w stanie oddać.
02.jpg 03.jpg
Natomiast sam szczyt i okolice jaskiń usiane różnymi wychodniami skalnymi, budziły respekt i podziw dla tak pięknie ukształtowanego terenu.
04.jpg 05.jpg
Trasa do jaskiń niby oznakowana, ale bardzo mało czytelnie i w śladowych ilościach. Same jaskinie nie budzą większych emocji, ale to jednak zawsze jakaś ciekawostka, którą warto zobaczyć.
06.jpg 07.jpg
Gdy zaspokoiłem swoją ciekawość jaskiniami, to nadszedł czas aby sprawdzić swoją sprawność akrobatyczną i przejść granią po różnych skalnych nierównościach. Przełęcz Nasiczniańska zaoferowała mi piękny widok na wschód i trasę dalszej części mojej wędrówki.
08.jpg


Odpowiedz z cytatem