W dniu 23.06.2010r. o godz. 7:30 podjechałem pod Dybasiówkę w Liszczej, aby zrealizować zamiar wdrapania się na Hyrlatą i Rosochę, w niekonwencjonalny sposób. W gęstwinie różnych, bardziej lub mniej widocznych i zarośniętych ścieżek, odbiłem niepotrzebnie zbytnio w lewo, ale dzięki temu miałem więcej kontaktu z dziką przyrodą.
01mapa.jpg
Zarastające drogi zrywkowe zakończyły swój żywot, a ja stanąłem oko w oko z nieprzetarty szlakiem.
02.jpg
W okolicy Bukowiny trafiłem na wiszący mostek, który przetestował mój stan równowagi nie tylko psychicznej.
03.jpg
Po pokonaniu bezimiennego potoku trafiłem do miejsca opanowanego przez jakieś złe moce. Rozszalał się wiatr, połamane konary spadały na ziemię, a moja podzielność uwagi została wystawiona na ciężką próbę. Podłoże pełne nierówności, a z góry lecą gałęzie. Głowa poruszała się we wszystkich kierunkach jak u wańki-wstańki. Dodatkowe informacje, które zobaczyłem na drzewie, uświadomiły mi, że znajduję się na czyimś terenie łowieckim.
04.jpg
Gdy wszedłem na sporą polanę zarośniętą łopianami (chyba), nastąpiła raptowna cisza, co ponownie dziwnie mnie zaskoczyło. Przynajmniej mięśnie szyi mogły powrócić do równowagi. Już bez większych emocji dotarłem do wydeptanej ścieżki łączącej Hyrlatą z Rosochą i po krótkiej chwili zaparło mi dech w piersiach. Widok zarysu Tatr oddalonych o ok. 160 km oraz poszczególnych pasm górskich, przez kilkanaście minut rekompensował wcześniej przeżyte emocje.
05.jpg
Jeszcze kilka minut i dotarłem na najwyższy szczyt Hyrlatej, czyli Szymowa Hyrlata 1103.
06.jpg
Jak przystało na tak atrakcyjny szczyt, to i widoki muszą być wspaniałe, zarówno na południe jak i na zachód. Pięknie prezentujące się pasmo graniczne z jasną plamką zabudowań w Solince i te połacie borówek, które nie załapały się na tym zdjęciu. Ci którzy tam byli, to na pewno widzieli, a ci którzy się wybiorą, to zobaczą. Pozostali muszą uwierzyć:).
07.jpg
Po długim delektowaniu się widokami z Hyrlatej, ruszyłem na południe w kierunku Rosochy. I tu również miła niespodzianka widokowa, tym razem na północ. W oddali Durna oraz już bliżej Łopiennik w towarzystwie Boroła, Łopieninki oraz Horodka.
08.jpg
Zejście z Rosochy w towarzystwie bukowego lasu bardzo przyjemne i relaksujące. W końcowym etapie pokręcona droga zrywkowa została przecięta potokiem Roztoka, który schłodził rozgrzane stopy.
09.jpg
Rozgrzane słońcem sążnie drewna poukładanego wzdłuż drogi, zachęciły mnie do relaksu, w pełnym tego słowa znaczeniu:).
10.jpg
Teraz już tylko stokówką, po przejściu 12,6 km, o godz. 14:10 dotarłem ponownie do Dybasiówki z pozytywnym nastawieniem do dalszych podobnych wycieczek.


Odpowiedz z cytatem