Jak się okazuje, to nawet jeżeli marzenia są w zasięgu ręki, to nie zawsze w pełni możemy je realizować. Tak było podczas ostatniego, chwilowego pobytu w Bieszczadach. Logistyka zapięta na ostatni guzik, trasa wspólnego dojazdu, telefonicznie uzgodniona, ale prognozy meteorologiczne tragiczne. Tym razem wszystkie portale pogodowe były zgodne i nie dawały żadnej nadziei. Pomimo tego, wcześniejsze plany zostały wprowadzone do realizacji.
Piękna jesienna pogoda w niedzielne południe 2.10., zachęcała do pochaszczowania w okolicach Poharu, kamieniołomu „Drobny” i Kamiennej. Taka krótka wycieczka, na rozruszanie kości, z elementami ekstremalnego podejścia.
01Trasa.jpg
Po wyjściu z ośrodka zobaczyliśmy pierwszy cel naszej wyprawy, który cieszył oczy jesiennymi kolorami.
02.jpg 03.jpg
Po odbiciu w prawo ze ścieżki przyrodniczej, zaczęły się „atrakcje” przeplatane jesiennymi kolorami.
04.jpg 05.jpg
Po pewnym czasie, trzeba było dobrze zadzierać głowę, aby zobaczyć szczyt do którego zmierzaliśmy.
06.jpg
Podejście o stoku 46,6% (pewnie stopni) zmusiło organizm do częstych przystanków i ustabilizowania oddechu.
07Trasa-profil.jpg
Dalsze przemieszczanie się w kierunku kamieniołomu, to było już, jak „bułka z masłem”.
Przebywając na ternie kamieniołomu, mogliśmy nasycić się kolorami jesieni oraz poczuć się jak mrówka w towarzystwie słonia, gdy patrzyliśmy na górujący stok wyrobiska. Niekłamaną atrakcją było poznanie córki współwłaściciela kamieniołomu, która wskazała nam miejsce, którym powinniśmy kamieniołom opuścić.
08.jpg 09.jpg 10.jpg



Odpowiedz z cytatem