Fajnie, cieszę się Asiu, czasem zastanawiam się czy ktoś to w ogóle czyta (jak pisał Heniu). Dziś rozmawiając z kolegą o tym temacie bojaźni, powiedział mi (niezbyt odkrywczo), że są dwie drogi - chodzić albo nie chodzić ;P Z racji, że druga droga w ogóle nie wchodzi w grę, trzeba zacisnąć zęby i iść. Czuję się jak kilka lat temu, gdy bałam się samej chodzić po Bieszczadach (ze względu na zwierzęta jakie spotykałam), wówczas postanowiłam się do tych szmerów przyzwyczaić, bo innej możliwości na ten NAŁÓG nie było. Z kolei w sytuacji gdy idę w dwójkę (np. z sąsiadką na rogi) to zupełnie niczego się nie boję, mimo, że spotykamy ślady np świeżego dzikiego polowania, lub ona ma jakieś urojenia, że widzi wilki -to ja jestem tą osobą, która uspokaja całą sytuację. Więc w dwójkę nie ma strachu, można się swobodnie cieszyć wędrówką. Dzięki wam za te wszystkie relacje na forum!! To właśnie dzięki nim mam nadzieję, że w końcu napiszę coś swojego o ile czas na wędrówkę pozwoli :)


Odpowiedz z cytatem