W odległości ok. 400 m, po lewej stronie znajduje się tym razem, cmentarz cywilny. Z zewnątrz prezentuje się jako bardzo zadbany, jednak wewnątrz, to już tego nie można powiedzieć. Usytuowany na stromym wzniesieniu, a groby ledwo widoczne pośród trawy.
11.jpg
Skończył się okres wędrowania stokówką z górki, a zaczęło się chaszczowanie pod górę. Gdybym wcześniej wiedział, że przechodząc przez ogrodzenie cmentarza, można iść dalej, to zaoszczędził bym sobie dreptania po podmokłej łące. Przedzierając się przez od dawna zarośniętą ścieżkę, dotarłem do stokówki z której roztaczał się przyjemny widok dla oka. Mam cichą nadzieję, że w okresie jesiennym dotrę na ten stok zjazdowy i popatrzę na nasze pasmo graniczne od strony południowej.
12.jpg
Dość przyjemna stokówka doprowadziła mnie prawie do samej granicy. Jednak po drodze obfitowała w różne niespodzianki. A to jakieś rozwidlenie, budzące wątpliwości, czy iść w lewo, czy w prawo lub wiatrołomy które skutecznie osłabiały tępo marszu.
13.jpg 14.jpg
Pomarańczowe znaki na drzewach doprowadziły mnie, do wspaniałego punktu widokowego.
15.jpg
Stokówka rozpłynęła się w gąszczu krzaków, a pomarańczowe znaki przeprowadziły mnie przez dość głęboki jar, strome podejście i piękną polanę na Kurników Beskid.
16.jpg 17.jpg
Na Okrągliku mogłem z boku popatrzeć na trasę którą przeszedłem i nacieszyć oko widokami.
18.jpg
Dla urozmaicenia postanowiłem wracać ścieżką przez Duży Skalaniec. Idąc w kierunku Jasła starałem się trafić na ścieżkę zaznaczoną na mapie Ruthenusa, jednak była ona tak słabo widoczna, że nie miałem pewności, w którym miejscu się zaczyna. Natomiast ścieżka z mapy Geoportalu, idealnie trafiała w tą rzeczywistą. Dalsze wędrowanie to już „bułka z masłem”. Z daleka widoczna przeszkoda zmuszała do myślenia jak ją pokonać. Jednak po zbliżeniu się do niej, okazało się to dość proste, a nawet pozwoliło na chwilę odpoczynku w pozycji siedzącej.
19.jpg
Przed wejściem na asfaltówkę, wcześniej już poznaną, czekały na mnie jeszcze dwa brody. Z racji niskiego poziomu wody, udało się je pokonać suchą stopą. Po prawie 8 godz. marszu dotarłem ponownie do Roztok Górnych.
20.jpg
Idąc już asfaltem, zobaczyłem samochód zbliżający się od przełęczy. Zszedłem lekko na pobocze, a samochód zatrzymuje się obok mnie. Pomyślałem sobie, teraz gdy ja mam kilka metrów do swojego, to ja wam serdecznie dziękuję za podwiezienie. Strasznie się zdziwiłem, gdy za kierownicą zobaczyłem jednego z mijanych turystów przy pomniku. Poznał mnie i zapytał, czy udało mi się przejść tą trasą, o której mu kilka godzin wcześniej mówiłem. Gdy potwierdziłem, że tak, to tylko pokręcił głową i
pojechał dalej. Dziwne, przecież to nie była jakaś ekstremalna trasa.


Odpowiedz z cytatem